Bez mała 60000 ludzi zebrało się na Stadionie Narodowym, aby spotkać się ze słynnym ugandyjskim księdzem Johnem Bashoborą. Kapłan ten jest znanym charyzmatykiem, mówi się, że leczy i uzdrawia, a nawet… wskrzesza zmarłych.
Coś musi być na rzeczy, bo cała Polska jest dziś świadkiem cudownego uzdrowienia. Oto bowiem stojący niemal nad grobem generał Wojciech Jaruzelski, którego jakakolwiek próba przesłuchania w sądzie każdorazowo kończy się ciężką zapaścią zdrowotną i hospitalizacją, w niezwykły sposób odzyskał siły by wziąć udział w imprezie z okazji swoich 90-tych urodzin! Na uroczystość, jak podaje „Gazeta Wyborcza” zaproszenie zostali „przyjaciele generała” (niektórzy mieli naprawdę blisko – ambasada rosyjska jest na przykład po sąsiedzku) pokroju Kwaśniewskiego czy Urbana.
I tak oto ponad 20 lat po odzyskaniu niepodległości stary kolaborant, osoba sądzona i skazana za przynależność do „związku przestępczego o charakterze zbrojnym, który przygotował i doprowadził do nielegalnego wprowadzenia stanu wojennego w 1981” fetuje swój jubileusz kpiąc w żywe oczy z wymiaru sprawiedliwości, przed którym zasłania się zaświadczeniami od rozmaitych „pomocnych” lekarzy (swoją drogą, czy ktokolwiek podjął się weryfikacji tych orzeczeń i kontroli osób ich wystawiających???).
Zaczepiony przez dziennikarzy Kazimierz Kutz rzucił w biegu: „Idę na urodziny generała, to obok Lecha Wałęsy najważniejsza postać, dzięki której mamy dziś to, co mamy”. I tu się wyjątkowo z Panem reżyserem zgodzę – po 23 latach wolnej Polski „mamy dziś to, co mamy”.


Komentarze
Pokaż komentarze (8)