Swego czasu Pan Premier Donald Tusk deklarował rychłą likwidację abonamentu radiowo-telewizyjnego i niedwuznacznie zachęcał do niepłacenia tejże daniny.
Dziś wypada stwierdzić, że słowa dotrzymał – jak podał do wiadomości minister Zdrojewski, Tusk chce likwidacji abonamentu i… wprowadzenia w to miejsce obowiązkowej „opłaty audiowizualnej”! Od tej deklaracji do wejścia ustawy w życie droga pozornie daleka, ale przy przewadze PełO w obu izbach słowo Premiera „szybko w czyn obrasta”, tak więc wszyscy Polacy korzystający z energii elektrycznej mogą wkrótce uczestniczyć w przymusowej zrzutce na pensje dla Lisów, Paradowskich i całej bandy pasożytniczych fircyków, którzy z misją mają tyle wspólnego co kurwa z pobocza z Laurą z sonetów Petrarki.
Już dziś można być pewnym, że większość ukradzionych w ten sposób obywatelom pieniędzy wsiąknie w dziurę Jana Vincenta (budżetową oczywiście) i telewidz z kulawą nogą nie zobaczy jakiejkolwiek zmiany w poziomie nadawanych programów. Podpowiadam zatem, żeby opłatę audiowizualną doliczać także do paliwa (w końcu kto jeździ, ten słucha radia), jedzenia (posiłki przed telewizorem), ubranek dziecięcych (dobranoc… a nie, tego już nie ma), etc., etc. Jak się bawić, to się bawić, zawsze przecież można Narodowi obiecać, że to tylko na chwilę, że tego wymaga sytuacja (tak było z podwyższonym na dwa lata VAT-em – i co? I Nic!), a ciemny lud to kupi.
Jeżeli oczywiście będzie miał jeszcze za co…


Komentarze
Pokaż komentarze (4)