Spór o Krzyż to spór o to, gdzie jest jego miejsce. To spór o to, czym Krzyż jest - jaką treść niesie.
Tego typu spór ma swoją historię. Zawsze jednak - mając na uwadze historię chrześcijaństwa - oznaczał cierpienie i śmierć - i miłość. Bo z miłości Chrystus dał się ukrzyżować, choć był niewinny i mógł sobie - jak mawia młodzież - odpuścić. Jednak nie odpuścił. Bo gdyby "sobie odpuścił", to dziś każdy z nas - niezależnie od wartości moralnej swojego życia - szedłby po śmierci do Piekła - w zatracenie i zapomnienie... Tak uczy teologia.
Od momentu śmierci Chrsytusa, Krzyż jest znakiem sprzeciwu.
Także dziś - Krzyż jest znakiem sprzeciwu. I nawiązując do demonstracji i antydemonstracji dotyczących "miejsca Krzyża w przestrzeni publicznej", dotyczących Krzyża ustawionego przed Pałacem Prezydenckim, to czym innym jest modlitwa przed Krzyżem a czymś zupełnie innym jest szyderczy śmiech z tych, którzy się modlą. To jest różnica co do wartości moralnej. Modlący się zawsze będą w gorszej sytuacji od tych, którzy z nich szydzą. Bo jeśli ci drudzy mogą pozwolić sobie na wszystko, to modlący się już nie. Modlitwa leży na przeciwstawnym biegunie wobec hepeningu i pijackiej imprezy. Krzyż ma konkretną treść: Jego rozpostarte ramiona oznaczają uniwersalizm zbawienia. Chrystus umarał za wszystkich - a szczególnie za grzeszników - także za niewierzących.
Gdzie jest zatem miejsce Krzyża? Tam, gdzie jest miejsce ludzi wierzących - a więc także w przestrzeni publicznej...


Komentarze
Pokaż komentarze (3)