Ostatnimi czasy polska codzienność jest nader smutna i przykra. Z wielu powodów. Nie tylko dlatego, że rządzą nami jacyś chłoptasie i tchórze - nie tylko z powodu kłamstw wokół katastrofy smoleńskiej - ba, nie tylko z powodu ironicznych wypowiedzi nt. Sługi Bożego Jana Pawła II.
To wszystko, to kwestia pewenych wartości i priorytetów. To człowiek tworzy rzeczywistość - i to człowiek jest zły lub dobry a nie świat. Świat jest taki, jaki go sobie ulepimy - za pomcą czynów, zachowań, ocen i słów. A te ostatnie - ich obecne znaczenie - są dowodem na to, jak obłudny i zagubiony jest współczesny człowiek.
I pytam: Czy szczęśliwość to zmiana znaczenia słów, czy zmiana człowieka?
Obecnie wyrafinowane "teamy ludzi" od PR dokonują zmian tam, gdzie wymaga tego priorytet - mając na uwadze choćby polityków - bycia u władzy lub ewentualnie jej zdobycia. Zresztą, to nic nowego. Bowiem od czasów Kanta i Kartezjusza, kiedy odrzucono metafizykę i stwierdzona, że COGITO (czyli Ja) jest przed SUM (czyli realną rzeczywistością) gatunek ludzki odchodzi od obiekywizmu - i w imię paradoksalnie obiektywizmu, dochodzi do niego metodą zastępowania go subiektywizmem i wielośćią opinii - a każda z nich ma tę samą wagę znaczeniową - każda jest prawdziwa, choć mogą być ze sobą sprzeczne - to nieważne, twierdzą; logika to tylko uznanie tych zasad, które sprzyjają większości - liczy się "ploityczna poprawność", która jest nowym etapem logiki...
Tak wygląda mentalny świat współczensego pana w garniturze, tworzącego "świat na zamówienie"...
Nie chcąc pozostać gołosłownym, podam kilka przykładów:
Wyborcza myśl przewodnia panów i pań z PO: "Daleko od polityki". Hmm, dziwne to bardzo - jeśli do polityki pcha się ktoś, kto chce być od niej daleko. To tak, jakby lekarz miałbyć daleko od medycyny. Już się boję. Chyba, że ten ktoś nie wie, czym jest i co oznacza polityka lub politykiem nie jest i nie chce nim być - ewentualnie zmienił znaczenie słowa polityka... Tymczasem według klasycznej definicji Arystotelesa - który zjadł zęby na kwestii znaczenie terminu polityka - polityka to sztuka rządzenia państwem, której celem jest dobro wspólne. No, ale wybaczmy PełOwcom, bowiem oni wszystko rozumieją i definiują po swojemu; dla nich polityka to nie sztuka rządzenia a jedynie kolesiostwo, którego celem nie może być dobro wspólne, ale dobro kolesi - wszakże odwołajmy się do innego wyborczego hasła PO: "Aby żyło się liepiej" - i dodajmy: Kolesiom z PO.
Inny przykład to znaczenie słowa patriotyzm, które dziś przedefiniowano i określono jako nacjonalizm - albo znaczenie słowa miłość, które dziś oznacza egoizm wzajemnego używania... Nie będę podawał innych przykładów, bo wpadnę w moralizatorski ton...
Reasumując: Słowa mają swoje niepowtarzalne znaczenia. To, że jakiś pan w TV(n) albo jakiś readaktor w Gazecie (Wybiórczej) lub jakaś pani w radiu (Z) redefinuje je i okrada z właściwego sensu, nas nie powinno obchodzić - a tym bardziej być dla nas jakimś wyznacznikiem codziennych wyborów. Wszakże obiektywizm i tak wypłynie na powierzchnię - bo jego kotwicą jest Prawda.
Pozdrawiam wszystkich Miłośników Prawdy ;)
PS. Jeszcze jedno: Dziś od rana na różnyc forach próbuję skomenotwać wypowiedź Pana Marcina Dubienieckiego, który stwierdził, że hipoteza zamachu 10 kwietnia jest dziś niesłychanie aktualna - i wszystkie moje komentarze (umieszczane na wp) są konsekwentnie niepublikowane.. Cóż... Polityczna poprawność jako granica wolności słowa, a cenzura jako metoda "obrony" wolności słowa... "Aby żyło się lepiej... Wybranym".


Komentarze
Pokaż komentarze