Prokuratura umorzyła śledztwo w sprawie lotów Prezydenta i Premiera do Smoleńska. Premier D. Tusk stwierdził, że nie wiedział o przygotowywanym locie śp. Prezydenta Lecha Kaczyńskiego do Smoleńska.
Trudno ocenić, co jest większą kompromitacją: umorzenie śledztwa wobec urzędasów Tuska czy słowa Donalda o tym, że dopiero z mediów dowiedział się o planowanej wizycie śp. L. Kaczyńskiego w Smoleńsku. To, że rząd Platformy Obywatelskiej na czele z Premierem Tuskiem nie panuje nad sytuacją w kraju jest obecnie oczywiste prawie dla wszystkich (pomijając tzw. "Lemingi", jak w socjologii zaczęto zwać zwolenników władzy, głosujących i popierających PO ze strachu przed opozycją, wyszydzaną w mediach począwszy od TOK FM, przez GW, a na TVN kończąc, i nie potrafiących samodzielnie - bez medialnej "papki" - ocenić sytuacji politycznej w kraju). Z drugiej strony wciskanie ludziom kłamstwa o tym, że Premier może NIE WIEDZIEĆ o zagranicznej wizycie Prezydenta jest przylaniem Polakom w mordę - brakiem szacunku dla narodu, stwierdzeniem, że Polacy są już tak ogłupieni przez media (co po części jest prawdą), że można im "sprzedać" wszystko. Poza tym jeśli Premier nie wiedziałby o planowanym wylocie śp. L. Kaczyńskiego do Smoleńska - który NIE leciał tam sam, ale z polityczną elitą zarówno z PO, jak i opozycji - to oznaczałoby to, że mało albo nic nie wie o tym, co się dzieje w kraju - jeśli nie panuje nad MONem i MSZetem, ministrestwami z konieczności koorydującymi - choćby logistycznie - zagraniczne podróże Premiera czy PREZYDENTA, to znaczy to, że Tusk przyzanje się, że nie ogarnie, jak mawia młodzież, tego co czynią ludzie przez niego wybrani i mianowani... Czy to możliwe? W takiej sytuacji Tusk postawił się między alternatywą bycia kłamcą lub nieudacznikiem...
A może warto spuścić z tonu i stwierdzić ze "spokojem", że Donald Tusk jest jak Grzegorz Lato - kłamie kłamie kłamie - prosto w oczy - klamie i ma nas wszystkich w poważaniu, bo i tak zrobi po swojemu, na co pozwolą mu zarówno media, jak i ekipa rządząca... No i poczciwe Lemingi wspierające władzę na ulicach, w Biedronkach i piątych czy szóstcyh stadionach; Nad którymi Tusku już nauczył się panować - z pomocą swego nadwornego już po trosze spoconego PR-owca, Igora Ostachowicza, stosując rzymską strategię dostarczania pospólstwu chleba (tv, net, wszystko-zakupy na raty itd.) i igrzysk (Euro, audycje Wojewódzkieg&Figurskiego, choć już zdjęte, tańce z gwiazdami i bez nich, x i y-factory itd.).
Proponuję uczynić tak: Dajmy Donaldowi wieczystą władzę, a Grześka Latę wybierzmy na prezydenta. Wtedy na pewno "wszystkim będzie się żyło lepiej".


Komentarze
Pokaż komentarze