Święto 11 Listopada - odzyskanie przez naszą Ojczyznę niepodległości po 123 latach niewoli - to nie tylko wspomnienie historycznego wydarzenia, dla jednych ważniejszego, dla innych mniej, ale przede wszystkim moment uświadomienia sobie czym jest i po co jest wolność, że wolność to dar i zadanie a nie prezent i coś, co się nam po prostu należy od tak, że wolność to rana i obietnica, że wolność zaznacza się nie tylko na mapie, ale przede wszystkim w ludzkim umyśle i sercu.
Czy jednak rozumie i czuje to współczesny Polak - Polak ze struktur NATO i UE?
Niepodległość odzyskana w 1918 roku była wypracowana i wycierpiana. Była owocem nie tyle i nie tylko pracy i wyrzeczeń pokolenie międzywojennego, lecz nade wszystko pokoleń wcześniejszych, ich rodziców, i dziadków - autorytetów moralnych, religijnych, kulturowych i politycznych - wychowanych na ideach "pracy u podstaw", wychowanych w kilamcie wspólnotowości, nie kultu indywidualności. A jeśli indywidualności - bo takich nie brakowało choćby wśród pokolenia tzw. Kolumbów (Karol Wojtyła, Krzysztof Kamil Baczyński czy Zbigniew Herbert) to służacej nie sobie, nie sobą zachłyśniętej, ale innym, tym obok. Kultura ducha i umysłu, doświadczenie niewoli, znajomość praw moralnych i historii, stały się fundamentem do zrozumienia istoty wolności i podjęcia o nią walki na froncie najpierw sumienie i intelektu, a potem na froncie społeczno-polityczno-militarnym. Powyższa zasada jest istotą uniwersalnej logiki prawdziwego patriotyzmu, który będąc cechą wrodzoną każdego "kogoś-obywatela", musi być przekuty w świadomą wartość służącą wspólnocie - Ojczyźnie.
Kiedy dziś z troską zastanawiamy się nad jakością patriotyzmu współczesnego pokolenia ludzi młodych i nieco starszych, musimy spytać o ich rodziców - ojców i matki w sensie zarówno czysto biologicznym, jak i ideowym - duchowym i moralnym. O jakość historyczno-etyczną pokolenia, które wychowuje współczesnego Polaka (patriotę?). Czy ci, którzy akceptują tzw. "grubą kreskę Mazowieckiego", czy ci, którzy nie dopuszczają faktów historycznych o "Bolkowej" przeszłości Lecha Wałęsy, czy ci, którzy w tragedii smoleńskiej nie widzą dramatu politycznej zgnilizny III RP, czy ci, dla których jedynym wykładnikiem i interpretatorem codzienności są Michniko-Lisy i Olejniko-Urbany, mogą przekazać jakikolwiek przejaw nieinfantylnego patriotyzmu? Patriotyzmu nie balonikowego i "Disneyowskiego", nie różowego i "mapetowego", lecz tego naznaczonego bielą i czerwienią: blizną i krwią, znajomością historii oraz poszanowania autorytetów, kultury i religii, która wpisana jest w istotę bycia kimś-osobą - jako istoty bycia bardziej kimś niż czymś.
Zatem jeśli 11 Listopada zobaczymy więcej młodych w McDonaldzie niż na Marszu Niepodległości, to SPYTAJMY O ICH RODZICÓW.


Komentarze
Pokaż komentarze