Jedno dłuższe zdanie o modnej ostatnio dyskusji wokół tzw. wolnych związków. Temat sam w sobie w kontekście gospodarczej recesji naszego kraju, szybkiego wzrastania bezrobocia, jest tematem zastępczym, to oczywiste.
No, ale jednak chcąc być "na czasie" nie mogę go nie poruszyć... ;)
Zatem skoro mamy projekty bezideowców Palikota i PO (Artur Dunin) oraz SLD dotyczące tzw. wolnych związków (jakby istniały "niewolne", zniewolone związki) dotyczące choćby (Ruch Palikota) wprowadzenia możliwości definiowania płci do momentu ukończenia 16 roku życia, to może wprowadźmy projekt odnośnie do np. koloru skóry, bo ja chciałbym być "czarny" a nie "biały" i podejrzewam matkę naturę o brak tolerancji wobec mnie. A może to moi rodzice byli nietolerancyjni, rodząc mnie z genami męskimi i jako człowieka białego...
We Francji wprowadza się w prawie matrymonialnym terminy "rodzic a", "rodzic b" w miejsce "matka", "ojciec". Super, tylko to niczego nie rozwiązuje, bowiem na jakiej podstawie ktoś będzie "a" a ktoś "b". Przecież ten "b" może stwierdzić, że to przejaw nietolerancji, iż nie jest "a" albo, że nie ma dwóch rodziców "aa" - a jeśli dwa "aa" to może po prostu "a" - albo w ogóle jeden rodzic... Tylko kto miałby nim być...
Reasumując: Dyskusja z naturą i wprowadzanie w jej miejsce prawa "demokratycznie przegłosowanego" zawsze będzie oznaczać błędne koło i podstawowy błąd w metodologii (błąd logiczny) definiowania pojęć: ignotum per ignotum - definiowania pojęć niejasnych za pomocą innych pojęć niejasnych...
I wszystko jasne... Aby żyło się lepiej...


Komentarze
Pokaż komentarze (2)