Być albo nie być to pytanie nie tylko o podstawę ludzkiej egzystencji, ale przede wszystkim o jej jakość i sens – znaczenie i cel. Bo życie wkomponowane między doczesność a wieczność, między radość, łzy i śmierć, wskazuje na Horyzont Nieprzekraczalny...
...i jednocześnie przeznaczony dla człowieka jako kogoś, jako osoby ludzkiej stworzonego i odkupionego przez Syna Miłości, Wolności i Prawdy - dla Miłości wiecznej. Tylko w Rzeczywistości, która nie ma ani początku, ani końca człowiek może się spełnić –satis-factio, uczynić pełnym, osiągnąć doskonałość. Marsz ku tej pełni rozpoczyna na Ziemi... Powstańcy są jednymi z miliona, którzy mu przewodzą, maszerując twardo po polskiej ziemi ze wzrokiem utkwionym w Wieczności. Taka perspektywa rodzi w człowieku motywację do twórczego przeżywania życia raz jeden danego i zadanego...
Historia naszej Ojczyzny to historia powstań – już od połowy XIX wieku. Nosi ona na sobie wyjątkowy rys: rys powstańczy, rys transcendentny przekazywany z pokolenia na pokolenie – rys dogłębny aż po puls polskiej krwi, szept duszy - rys niosący duchową siłę walki o godność człowieka jako osoby ludzkiej stworzonej na obraz Miłości i do Miłości podobnej w umiłowaniu Prawdy i Wolności.
Wybuch Powstania Warszawskiego był koniecznością, jak przyznaje jego uczestnik, wybitny profesor Witold Kieżun. To była obrona cywilizacji życia przed cywilizacją śmierci. To było świadectwo dojrzałości i odpowiedzialności (a nie obłędu!) za Ojczyznę, za wspólnotę narodową – i szerzej: Za Europę zbudowaną na fundamencie grecko-rzymskiej kultury tętniącej życiem przekraczającym doczesność dzięki Słowu Życia przyniesionemu przez Chrześcijaństwo. To było świadectwo polskiej tożsamości budowanej już od 966 roku na skale, jaką jest Chrystus, określanej odwagą ducha i mocą ofiary krwi.
Czy dziś stajemy przed koniecznością walki z orężem w ręku w obronie Polski? Nie. Dziś stajemy na froncie innej batalii – wojny o wartości. Czy dziś słowo patriotyzm to tylko wspomnienie historii i pasja z nią związana? Nie. Dziś patriotyzm oznacza stawianie oporu głupocie i wynarodowieniu polskich serc i dusz, które niejednokrotnie zachłyśnięte egoizmem (w myśl: polityka to nie moja sprawa, społeczeństwo to nie ja) i konformizmem świadomie bądź nie, zgadzają się na zmianę swojej tożsamości z Polaka na Europejczyka. Tymczasem nie ma Europy bez narodów jako wspólnot. Bycie Polakiem to sprawa nadrzędna, bo naród to wspólnota rodzin – nie tylko wspomnień, ale tego co najbardziej moje: samostanowienia o sobie jako kimś, transcendencji jako znaku duchowości „ja-kogoś”, wreszcie własnej podmiotowości, która jest fundamentem po-czucia godności osoby ludzkiej. I nie tylko jakiegoś subiektywnego po-czucia, ale przede wszystkim obiektywnego przesłania, że nam jako mi i tym wokół mnie należy się szacunek przekraczający infantylne uzależnienie od reakcji typowo zwierzęcych – przesłania do bycia kimś stworzonym nie z tylko z prochu ziemi, ale nade wszystko tym, który otrzymał ożywcze tchnienie ducha (ruah) stanowiące jego transcendentną, czyli przekraczającą to, co doczesne i skończone, tożsamość. Tożsamość ta była i jest sercem wszystkich oddających życie za Prawdę – nie tylko w znaczeniu dosłownym, ale także symbolicznym, jak prof. Chazan, potępiony i ukarany za umiłowanie życia i sprzeciw wobec cywilizacji śmierci.
Czy pokolenie Facebooka, niemalże chwalące się uzależnieniami od tytoniu, alkoholu, dopalaczy i innych używek, jest w stanie się przebudzić i odnaleźć w sobie ducha i charakter powstańczych dzieciaków? Wierzę w nich, bo wierzę w Polskę jako wspólnotę ludzi miłujących Prawdę, Dobro i Piękno.
CZEŚĆ I CHWAŁA BOHATEROM!




Komentarze
Pokaż komentarze (2)