... I sobie pogawędzili, za nasze pieniądze w tzw. debacie...
Na początku ostrożnie i jakby badawczo - szczególnie mam tu na myśli Aleksandra Kwaśniewskiego - a potem nawet na siebie naskoczyli; lecz szybko się opamiętali, bo przecież jak długo można udawać, że nie jest się w jednej ekipie, której na imię "PO-LiD". Oczywiście dopiero PO wyborach...
A właściwie może nie ma sensu przeprowadzać wyborów skoro już wygrała je Platforma Obłudników?! Przynajmniej w sondażach (których wiarygodność oscyluje w okolicach 1-2% - ale w sondażach może wygrać każdy, nawet disney'owy Donald i sPOłka)...

I choć niektóre "obiektywne" media jeszcze przed wspominaną debatą miały przygotowane sondaże, statystyki i komentarze ogłaszające wszem i wobec zwycięstwo kolesia z Platformy, to - czym jestem zdziwiony - do debaty doszło...

A co zdarzyło się w czasie owej debaty? Na nieszczęście Tuska potwierdziło sie, że jest mistrzem kłamstwa i obłudy. Bo jak inaczej można określić kogoś, kto jeszcze wczoraj rozpalał stos dla Ojca Rydzyka i drwił ze słuchaczy Radia Maryja, zakładając im "moherowe berety" a dziś błaga tegoż duchownego o audiencję i możliwość "wbicia" się do Radia Maryja i Telewizji TRWAM? Bo jak inaczej nazwać kogoś, kto nie wie, jaki jest program jego własnej partii - albo, co jeszcze gorsze, kogoś kto znając ów program (a myślę, że jednak doskonale go zna, bo czytać to chyba potrafi) kłamie i oszukuje Polaków w sprawie tzw. prywatyzacji szpitali? To przecież "obciach", aby towarzysz Aleksander Kwaśniewski tłumaczył czym jest prawda bądź co bądź jeszcze "różowemu" a nie "czerwonemu" Donaldowi, któremu partyjni koledzy kazali kłamać i kłamać - tak długo i tak namiętnie aż nie powrócą do "koryta władzy"...
No i jak kogoś takiego słuchać? No i jak słuchać ich obu? Przecież oni są w siebie zapatrzeni - już liczą stołki w ramach POLiDowania godnej przyszłej - choć mam nadzieję, że nie przyszłej - koalicji. I choć Olek był już trzeźwy (oj, przepraszam - zdrowy, no tak - filipińska choroba...), a Donald wciąż pracuje nad poprawną wymową "r", to jednak - muszę przyznać - straciłem ponad godzinę na "różowo - czerwony" teatrzyk dwóch ideologicznie niebezpiecznych sąsiadów wypchanych podgniłym "różowo - czerwonym" sianem... Ach, ten Olek i Donek...


Komentarze
Pokaż komentarze