Pomiędzy drzewami
Szalenie urosłeś w mych oczach. Jeszcze wczoraj sięgałeś mi do serca, a dziś mam Cię już powyżej uszu.
2 obserwujących
16 notek
22k odsłony
1347 odsłon

Kłamstwa Jana Szyszki odc.1- gatunki (nie)utracone.

Minister Szyszko oraz biskup Antoni Dydycz w bajkowej karocy (fot. Michał Kurc). Każdy w dzieciństwie marzył, aby zostać kimś innym- jeden strażakiem, drugi policjantem, a trzeci księżniczką Disneya.
Minister Szyszko oraz biskup Antoni Dydycz w bajkowej karocy (fot. Michał Kurc). Każdy w dzieciństwie marzył, aby zostać kimś innym- jeden strażakiem, drugi policjantem, a trzeci księżniczką Disneya.
Wykop Skomentuj8

Dzisiejszy tekst znakomitego Konrada Malca, do którego również dołożyłam swego czasu małą cegiełkę, otwiera cotygodniową serię obalania mitów, półprawd i zwykłych łgarstw naczelnego entomologa kraju, czyli obecnego ministra środowiska prof. Jana Szyszki.

"JAKIŚ CZAS TEMU ZETKNĄŁEM SIĘ Z MEMAMI, W KTÓRYCH CYTOWANO JANA SZYSZKĘ. Z CYTATÓW WYNIKAŁO, ŻE ZDANIEM SZEFA RESORTU ŚRODOWISKA OD CZASÓW II WOJNY ŚWIATOWEJ NIE STRACILIŚMY W POLSCE ŻADNEGO GATUNKU.

Mowa memów jest uproszczona, często stosuje się w niej zdania wyrwane z kontekstu lub ordynarne kłamstwa, które w epoce mediów „społecznościowych” łatwo powtórzyć milion razy. Przyznam, że nie uwierzyłem w prawdziwość „gadających obrazków”, bo przecież mamy do czynienia z profesorem leśnictwa, nauki, jak by nie patrzeć, przyrodniczej. Chcąc poznać prawdę, sprawdziłem i… teraz już wiem, ale nie mogę uwierzyć.

PROSTY JĘZYK I OBRZYDLIWE KŁAMSTWO

Wspomniany cytat pochodzi z posiedzenia Sejmu w dniu 21 lutego 2013 r., a więc sprzed objęcia przez Jana Szyszkę po raz trzeci fotela ministra środowiska (gwoli ścisłości dodajmy, że za pierwszym razem był szefem resortu ochrony środowiska, zasobów naturalnych i leśnictwa), co oznacza, że memofajerwerk był mocno spóźniony. Aby uniknąć podejrzeń o to, że i ja wyrywam słowa z kontekstu, pozwolę sobie zacytować cały akapit z wypowiedzi ministra (bardziej wnikliwym polecam cały dokument, jest w nim więcej fragmentów wołających o sprostowanie).

Będę mówił takim prostym językiem, dlatego że nie mówię wyłącznie do specjalistów, którzy są na sali, którzy to rozumieją, ale mówię też do posłów o różnych specjalnościach i myślę, że dotrze to również do społeczeństwa. Cały czas te lasy rąbaliśmy, ale mamy ich coraz więcej, co roku ich przybywa. Cały czas to drewno żeśmy pozyskiwali i służyło ono człowiekowi, a coraz więcej drzew przypada na 1 ha. Cały czas żeśmy rąbali, ale równocześnie ten przyrost jest coraz większy. Chodziliśmy na grzyby, zbieraliśmy jagody, pozyskiwaliśmy runo, polowaliśmy i nie straciliśmy ani jednego z występujących gatunków. Wręcz odwrotnie – te gatunki, które już dawno zniknęły z mapy zachodniej Europy, można je tam spotkać tylko w ogrodach zoologicznych, zobaczyć w muzeach albo w folderach, w Polsce, w polskich lasach są całkowicie pospolite. To typowy przykład racjonalnego gospodarowania.

W tym krótkim cytacie rzuca się w oczy fragment mówiący o wzroście liczby drzew w przeliczeniu na hektar. Zakładam, że skoro pan minister używa prostego języka, by wszyscy go pojęli, dokonał skrótu myślowego i mówił o zwiększającej się liczbie drzew na hektar w lasach. W tłumaczeniu z języka prof. Szyszki na język polski oznacza to, że wyrąbaliśmy starodrzewy – jeden wiekowy okaz mogły zastąpić przeciętnie cztery drzewa w średnim wieku i bezlik siewek lub sadzonek. Śmiało, rąbiemy dalej, z pewnością liczba drzew wzrośnie; szkoda tylko, że rzadko towarzyszy temu wzrost jakości. Na tym jednak nie koniec.

LEŚNIKOWI NIE PO DRODZE Z BOTANIKĄ

By nie znęcać się nad wyjątkowo prostym słownictwem pana profesora, skupię się na clou, a więc na tym, że w Polsce nie straciliśmy ponoć ani jednego gatunku. Według wydanej w 2014 r. Polskiej Czerwonej Księgi Roślin, obejmującej paprotniki i rośliny nasienne, z naszego kraju zniknęły 42 gatunki, w tym 5, które całkowicie wyginęły na naturalnych siedliskach na całym świecie. Bądźmy sprawiedliwi, Czerwona Księga obejmuje również gatunki, które wyginęły w XIX w. w obecnych granicach Polski, zatem niekoniecznie to my odpowiadamy za ten stan rzeczy, lub w okresie międzywojennym, a tych gatunków wypowiedź ministra również nie dotyczyła.

Przykładem rośliny wymarłej całkowicie w Polsce i prawdopodobnie na świecie jest lnicznik właściwy, niegdyś pospolity chwast upraw lnu. Niestety, począwszy od Skandynawii okresu międzywojennego, poprzez Europę Zachodnią w latach 40. i 50., aż po Polskę przełomu lat 60. i 70. minionego stulecia roślina ta była w odwrocie, by wreszcie wymrzeć. Inna roślina, marsylia drobnokwiatowa, w przeciwieństwie do lnicznika właściwego nigdy nie była u nas pospolita, ale i ona nie występuje już w polskich granicach. Jej ostatnie stanowisko w Polsce zostało zniszczone ludzką ręką w 1973 r.

Interesującym w kontekście wypowiedzi ministra gatunkiem jest pierwiosnka bezłodygowa, o utrzymanie której botanicy prowadzą zacięty bój od 1995 r, a obecnie podejmują (obiecujące) próby jej przywrócenia do środowiska naturalnego. Smaku sprawie dodaje to, że zgodę na takie działanie musiały wydać służby podległe… Janowi Szyszce w czasach jego kolejnych wcieleń w rolę szefa resortu środowiska. Wymarła również bliska krewna pierwiosnki bezłodygowej, czyli pierwiosnka Hallera, z tym że nie podlega ona programowi reintrodukcji (przywracania na dawne stanowiska).

Wykop Skomentuj8
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Rozmaitości