Donald Tusk zaczyna postepować bardzo nierozważnie. W ostatnich dwóch tygodniach podjął tyle błędnych decyzji, że dziś zaufanie do niego i jego rządu wisi na włosku, a połowa społeczeństwa chce ponownych wyborów. W tak złej formie premier nie był od 2007 roku. Może to kwestia desperacji, a może opuścił go ten boski geniusz, o którym wspominał Sławomir Nowak.

Premier pozwolił wciągnać się w masowe wyrzucanie ministrów, do którego pośrednio został przymuszony przez CBA. Gdy usunał swoich politycznych przyjaciół ze stanowisk ministerialnych Mariusz Kamiński wyciągnął z rękawa kolejnego asa, czym postawił Tuska w bardzo niezrecznej sytuacji. Logika nakazuje aferzystów zdymisjonowac, za przykładem pierwszej afery. Jednak Donald Tusk nie mógł sobie pozwolić na wyrzucenie połowy rządu. Jaką by decyzje nie podjął, wyszedłby na tym źle. Wyrzucenie połowy ministrów świadczyłoby o "fachowości" tego rządu. Z kolei pozostawienie ich na stanowiskach pokazywałoby wyjątkowo mierne standardy w Platformie, a w dodatku nierówne pozycje polityków. W czym minister Grad jest lepszy od ministra Schetyny, że zachował stanowisko, chociaż ciążą na nim znacznie powazniejsze podejrzenia.
Jednak wszczęcie procedury odwołania Mariusza Kamińskiego z funkcji szefa CBA była najmniej rozsądnym ruchem Tuska. Tym jednym ruchem Donald Tusk pokazał, że w pełni popiera korupcję w państwie polskim. Zamiast karac złodzieja, premier ukarał policjanta. Sztab PRowski z całą pewnością juz pracuje nad sposobem "wymazania" z pamięci społeczeństwa tych niechlubnych dni. Póki co jednak priorytetem stało sie odwrócenie uwagi opini publicznej od Donalda Tuska.
I tak nowy szef CBA (były szef CBŚ, który w procesie stoczniowym nie dopatrzył się ŻADNYCH uchybień) w ciągu jednego wieczoru (został mianowany wczoraj popołudniu) przeczytał wszystkie akta CBA. Wynikiem tej "intensywnej" pracy było znalezienie afery, w której rząd Donalda Tuska nie brał udziału.
Mówię tu o aferze w ministerstwie finansów, która miała miejsce w latach 2001-2007. Więcej o niej możecie poczytać tutaj.
W komentarzach pod tamtym artykułem można zauważyc uajadanie wielbicielów PO pod adresem Kaczyńskich. A jakże. Ciekawi mnie jednak, czy którykolwiek z tcyh komentatorów przeczytał coś więcej niż tytuł i pierwsze kilka linijek artykułu. Jasno z niego wynika, że afera została wykryta w 2006 roku przez CBA i zakończyła się aresztowaniami. Zatem po raz kolejny media zaczęły nadinterpretować fakty sugerująć, że afera dotykała Kaczyńskich. Tymczasem to CBA za rządów Kaczyńskich tą aferę odkryło i zakończyło.

Po co jednak wygrzebano z akt CBA aferę, która została już zamknięta? Ano z bardzo prostego powodu. Jest to zwyczajne działanie mające na celu odsunięcie uwagi od rządu Donalda Tuska. Nowy szef CBA nie wysilał się nawet (albo wycilał, ale nie mógł znaleźć) i nie szukał afer związanych z PiS. Ważne było znalezienie jakiejkolwiek afery, aby media mogły mówić o czymkolwiek, byle nie o D. Tuski i Platformie. Dlatego właśnie wybrano aferę, która zakończyła się jeszcze przed objęciem przez PO władzy.
Czy zatem zaczyna wracać normalność? Usunięto "groźnego" Kamińskiego, zastąpiono go człowiekiem, który wie, czego ma nie dostrzegać, a mediom rzuci sie kilka pomniejszych afer, aby mogli zająć uwagę społeczeństwa jakimiś mało istotnymi sprawami. Z czasem, większość zapomni o aferach, dymisjach, wojowniczym Kamińskim... a w mediach powróci spokój i uwielbienie dla jedynej słusznej władzy.


Komentarze
Pokaż komentarze (3)