Usłyszałem dziś w telewizji, że Polacy mieszkający na stałe na terenie Niemiec walczą o przyznanie im statusu mniejszości narodowej. Temat wydaje mi się ciekawy, zwłaszcza że problem dotyczy naszych rodaków już przeszło 60 lat.
Wszystko rozpoczęło się w 1940 roku, kiedy ówczesny wódz III Rzeszy A. Hitler wydał dekret na mocy którego Polacy (i nie tylko) utracili status mniejszości narodowej. Po zakończeniu wojny nikt nie zadbał o interesy Polaków mieszkających na terenie RFN.

Dopiero po upadku minionego ustroju w 1991 roku Polska podpisała traktat z Niemcami, który regulował wiele spraw, w tym i równości obywateli w obu krajach. Z tą tylko różnicą, że Polska wykonała postanowienia traktatu ponad miarę (dobre stosunki z Niemcami są ważne, jednak nie można “głaskać i pozwolić się gryźć” ).
Na dzień dzisiejszy sytuacja wygląda tak, że Niemcy mieszkający na terenie Polski mają status mniejszości narodowej (nota bene największej), a także aktywnie biorą udział w polityce. Mniejszość niemiecka (komitet wyborczy) nie jest związana klauzulą zaporową 5% głosów w skali kraju. Dzięki temu od 1991 roku w każdej kadencji Sejmu mamy przedstawicieli tej grupy (obecnie jednego, dawniej bywało nawet 7 !). Gdyby nie ten zapis, nigdy nie przekroczyliby progu wyborczego. Żadna inna partia, ani komitet wyborczy nie uzyskał takich udogodnień.
Po stronie niemieckiej z kolei Polacy do dziś nie mają przyznanego statusu mniejszości narodowej, a reprezentacja polskich interesów nigdy nie dostała się do Bundestagu. Dopiero w 2010 roku problem przebił się do mediów, a ministrowie spaw zagranicznych obu krajów podjęli rozmowę w tej sprawie.
Jestem tylko ciekaw, jakie będą tego efekty. Może jestem zbyt radykalny, ale gdybym był na miejscu ministra Sikorskiego, zagroziłbym Niemcom utratą przez ich rodaków statusu mniejszości narodowej, a także nałożeniem klauzuli zaporowej 5%, która skutecznie uniemożliwiłaby Niemcom życie polityczne w Polsce.
O swoje trzeba walczyć.


Komentarze
Pokaż komentarze (69)