Tak sobie przeglądam ostatnimi czasy media oraz sposób w jaki ujmują rozmaite wydarzenia w kraju i poza nim. I muszę stwierdzić, że jest to bardzo niepokojące zjawisko, jako że fakty, które moim zdaniem są istotne, dla przykładu podam sprawę ze słynnym w internecie skokiem Tuska na pieniądze kierowców, w telewizji nie pokazują się niemal wcale, albo są traktowane po macoszemu. Z kolei inne doniesienia, jak dla przykładu stwierdzenie prezydenta na temat traktatu, mówiące że w "obecnej chwili podpisywanie traktatu jest bezprzedmiotowe" zostały nadmiernie nagłośnione. Wszystko to ma na celu fałszywe przedstawienie rzeczywistości oraz odpowiednie uwypuklenie jednym postaci na scenie politycznej, a nadmiernie naciskać na inne. Dziś w mediach można czytać o błazenadzie prezydenta, a jako przykłady podaje się dawną sprawę z Trójkątem Weimarskim, w przeddzień którego media niemieckie jawnie prezydenta obraziły, a także sprawę z wyborów 2007 roku, gdzie Prezydent powinien pogratulować Tuskowi, ale tego nie zrobił. No i wreszcie ostatnia sprawa z traktatem...
W moim mniemaniu, to nie jest żadne błaznowanie, a jedynie zamierzone działania mediów mające na celu zdyskredytowanie prezydenta oraz przygotowanie obecnemu premierowi gruntu pod wybory prezydenckie. Dlaczego media polskie zapominają co wydarzyło się w przeddzień spotkania Trójkąta Weimarskiego? Dlaczego media zapominają napisać, dlaczego prezydent nie chciał pogratulować Tuskowi? I dlaczego media zapominają napisać, że Kaczyński miał dżentelmeńską umowę z premierem w sprawie traktatu i ustawy kompetencyjnej? Czy nasze media i zgraja lemingów naprawdę myślą, że nagłaśniając sprawę w mediach i tworząc atmosferę błazenady zmuszą prezydenta do czegokolwiek? Z góry powiem, że jest to strzał do własnej bramki i nic ponad to. Prezydent z traktatem czeka na ustawę kompetencyjną i póki Tusk jej nie stworzy, o podpisie możemy zapomnieć. Umowa była jasna. A Platforma mimo wszystko stara się naciskiem Kaczyńskiego do podpisu zmusić. Czy to nie nadaje się do komisji ds. nacisków?
A teraz druga strona medalu...
Czy nie uważacie, że obiecywanie darmowych posiłków dla dzieci w szkołach oraz zapewnienie im dostępu do internetu, a następnie wylot na wakacje za 1,6 mln złotych do Peru to szczyt hipokryzji? Nie uważacie przy tym, że obiecywanie "radykalnych podwyżek dla budżetówki" a następnie twierdzenie, że "ludzie nie strajkują wtedy, kiedy jest im źle, tylko wtedy kiedy jest im zbyt dobrze" jest szczytem hipokryzji? I w końcu, czy nie uważacie za błazenadę prowadzenia "polityki miłości", w myśl której do domu dziennikarzy o 6 rano wchodzi ABW? Czy polityka miłości powinna polegać na wyrzucaniu ludzi z pracy tylko dlatego, że nie popierają PO? Polecam piosenkę człowieka, który stracił pracę za swoje poglądy, ale jakże trafnie je zaprezentował: [piosenka]
Dla mnie to jest błazenada. Dziwie się szczerze, że Wy drodzy rodacy tego nie dostrzegacie.


Komentarze
Pokaż komentarze (1)