Przy okazji ostatnich medialnych doniesień w sprawie tarczy antyrakietowej naszła mnie chęć, aby przeanalizować kurs polityki zagranicznej Polski, a konkretniej przyjrzenie się międzynarodowej scenie politycznej oraz miejscu w którym obecnie stoi nasz kraj. Interesuje mnie także kogo mamy za naszego sojusznika, a kogo wręcz staramy się od siebie odpędzić.
Na samym wstępie warto nadmienić, że do roku 2007 kiedy nastąpiła zmiana rządu kurs Polski w polityce zagranicznej był dosyć klarowny. Mianowicie naszym najważniejszym sojusznikiem były Stany Zjednoczone, które miały pomóc nam raz na zawsze postawić realną granicę pomiędzy Polską, a Rosją, co zresztą tej drugiej się nie podobało. Z państw zlokalizowanych w Europie nasza polityka skłaniała się przede wszystkim ku południowemu-wschodowi, a konkretniej dotyczyła takich państw jak Ukraina, Gruzja (która do dziś traktuje Polskę jako największego sojusznika), a także państwa z tzw. grupy Wyszehradzkiej oraz państwa bałtyckie (Litwa, Łotwa i Estonia) na północy. Nasza polityka z kolei była silnie nastawiona przeciwkorosnącemu znaczeniu Niemiec, przeciwko którym Polska wielokrotnie "stawała okoniem" w Brukseli, a także racjonalna i stanowcza polityka wobec Kremla, traktująca Rosję jako partnera "na równi" a nie jako jedynego pana i władcę.
Po wyborach 2007 roku nowy rząd przyjął nową politykę zagraniczną. Pod hasłami sojuszu z Ameryką rozpoczął spór o tarczę. Wszak ciężko jest mi do dziś uwierzyć, że premier Tusk faktycznie chce ten obiekt do Polski sprowadzić. Zatem w moim odczuciu Polska oddaliła się od Ameryki i stara się za wszelką cenę popsuć stosunki z tym strategicznym dla nas sojusznikiem.
Tymczasem premier Donald Tusk znalazł czas i chęci, by złożyć wizytę na Kremlu u ówczesnego prezydenta Putina, a w wyniku tej wizyty Polska zniosła swoje Veto przeciwko Rosji w sprawie negocjacji Rosji z UE, a także zgodziła się na przeprowadzenie po dnie bałtyku rurociągu "Amber", który ma łączyć Rosję i Niemcy z pominięciem Polski. W zamian Polska dostała zapewnienie o przyjaźni Polsko-Rosyjskiej oraz festiwal piosenki rosyjskiej w Zielonej Górze.
Dalej premier Tusk znalazł czas, aby spotkać się z Angelą Merkel, w stosunku do której Polska także poszła na liczne ustępstwa. Aby oddać sprawiedliwość, trzeba zanzaczyć, że i premier miał znaczne aspiracje na umowy z Niemcami, jednak gdy przyszło do twardych negocjacji uśmiech już nie pomógł, a pani Kanclerz z podobnym uśmiechem odmówiła wszystkim pomysłom premiera Polski.
W stosunku do Gruzji z kolei tylko Prezydent pokazuja nadal zainteresowanie i chęć do stawania w obronie tego kraju. Pamiętam do dziś artykuły w gazetach ganiące prezydenta za wstawiennictwo dla Gruzji, która w polityce Polskiej tak niewiele znaczy. I tutaj widać doskonale brak wiedzy nie tylko mediów, ale i MSZ co do tego kraju. Suma sumarum jednak Gruzja do dziś jest suwerennym państwem, a jak się okazało po jakimś czasie, Rosja była gotowa uderzyć zbrojnie na Gruzję, a powstrzymało ją wstawiennictwo prezydentów Polski i Litwy.
A co z Ukrainą? No właśnie. Cały czas w mediach słyszymy tylko negatywne opinie na temat tego kraju pod kątem Euro. A poza tymi mistrzostwami stosunki między Polską i Ukrainą praktycznie nie istnieją. "Co się stało się?" Tak najpewniej zapytałby pewien kontrowersyjny kandydat na prezydenta Białegostoku.
Reasumując, do 2007 roku naszym najcenniejszym sojusznikiem były Stany Zjednoczone, których wstawiennictwo pomagało nam w blokowaniu imperialistycznych zapędów Rosji oraz blokowaniu wielu niekorzystnych dla Polski decyzji Niemiec. Tutaj także bracia Kaczyńscy wykazali się twardą polityką, za którą do dziś media ich ganią... ale czy słusznie?
Porównajmy co mamy dziś. Tarcza najprawdopodobniej stracona, stosunki z USA pogorszyły się znacznie. W zamian utrzymujemy bardzo dobre stosunki z Niemcami, jednak w kwestii interesów są one ewidentnie jednostronne z korzyścią naturalnie dla Niemiec, a z Rosją z kolei z którą do 2007 roku mieliśmy stosunki wręcz chłodne, mamy dziś prawdziwe ocieplenie, wzrost przyjaźni oraz festiwal piosenki rosyjskiej, za co Zielona Góra z całą pewnością jest wdzięczna premierowi. Jeśli chodzi o kluczowe dla Polski sprawy, wszystkie zostały rozstrzygnięte na korzyść Kremla.
Mamy zatem jawną zmianę partnerów politycznych z USA, na Rosję i Niemcy. Pozostaje zastanowić się tylko nad sensem takiej polityki. Wszak w przeszłości doświadczenia zarówno z Niemcami jak i z Rosją pokazują nam, że zaufanie do tych krajów na niewiele nam się zdało.
Czy Polska uczy się na błędach? Możliwe, ale ile razy musi je popełnić, aby zrozumieć że były błędami? A może chodzi o coś innego? (np. pieniądze)


Komentarze
Pokaż komentarze (28)