Wczorajszego dnia wszystkie niemal media podjęły temat „Przekazów dnia” autorstwa departamentu do spraw PR zlokalizowanego w Kancelarii Premiera. Ku mojej uciesze głośno było nie tylko na blogach i forach internetowych, ale także w wieczornych wydaniach Wiadomości, Faktów, a dziś podobne doniesienia pojawiają się jeszcze w gazetach codziennych. W sejmie zarówno wczoraj jak i z całą pewnością dzisiaj huczy na ten temat a posłowie najpewniej dopuszczają się docinek na ten temat. Jednak sam fakt tworzenia tychże „Przekazów dnia” przez speców od wizerunku nie jest taki ważny. Wszak jeszcze w grudniu zeszłego roku partia Prawa i Sprawiedliwości została przyłapana na rozsyłaniu maili z komentarzami dotyczącymi politycznych oponentów czy ostatnich wydarzeń.
Znacznie ważniejszą sprawą, którą najwyraźniej posłowie Platformy nie potrafili wczoraj zrozumieć, jest źródło finansowania tychże instrukcji. Mianowicie w Kancelarii Premiera w pomieszczeniu dawnej biblioteki powstał sztab ludzi dbających o wizerunek premiera. Są oni opłacani z pieniędzy podatników. I w tym momencie jeszcze wszystko jest w najlepszym porządku, ponieważ wizerunek premiera jest ważny dla interesów Polski.
Jednak pieniądze podatników nie powinny wspierać żadnych wewnętrznych konfliktów pomiędzy partiami, a już zwłaszcza pomiędzy premierem, a prezydentem. Z „Przekazów dnia” natomiast jasno można wyczytać instrukcje nakazujące chwalenie premiera oraz szykanujące dobre imię głowy państwa, której wizerunek atakowany być nie powinien, a przynajmniej nie przez nasze rodzime instytucje. Nic nie jest w stanie usprawiedliwić prowadzonej przez PO wojny z Pałacem prezydenckim, zwłaszcza, że odbywa się to za pieniądze nas wszystkich. Jest to zachowanie poniżej wszelkiej krytyki i szczerze dziwi mnie fakt tak delikatnego potraktowania tej sprawy w mediach. Znacznie więcej wkładu poświęcono na obrócenie sprawy w żart, przynajmniej w Faktach TVNu.
Do tego jeszcze zestawić należy ewidentny brak zrozumienia posłów Platformy Obywatelskiej realnego problemu, jaki niosą ze sobą te instrukcję, a mianowicie źródła ich finansowania. Na wczorajszej konferencji prasowej szef klubu PiS Przemysław Gosiewski grzmiał: „To największa afera ostatnich kilkunastu lat”, a także wezwał premiera do złożenia wyjaśnień w tej sprawie przed całym Sejmem. Odpowiedzią Platformy natomiast były słowa Zbigniewa Chlebowskiego zarzucające PiSowi podobne działania w przeszłości.
I tu pan Chlebowski grubo się pomylił i wyraźnie widać, że nie zdaje sobie sprawy ze stawianych mu przez klub PiS zarzutów.
Owszem, w przeszłości klub PiS rozsyłał sobie e-maile i najprawdopodobniej Chlebowskiemu o ten przypadek chodziło, jednak zapomniał, albo instrukcje nie przewidziały celowo drobnej różnicy. Otóż PiS robiło to za pieniądze własnej partii, a nie za pieniądze podatników, jak czyni to PO. Spece od wizerunku winni dbać o wizerunek premiera w świecie i w kraju, a nie o wynoszenie premiera na piedestały kosztem prezydenta.
Pozostaje zastanowić się, czy Chlebowski faktycznie nie rozumie tej subtelnej różnicy, czy ślepo zawierzył instrukcjom, które za wszelką cenę starają się uderzać w PiS.
Rozbawić mogła także sytuacja, w której jeden s posłów PO oferował swój telefon, aby wszyscy mogli sprawdzić czy rzeczywiście otrzymał SMSy z instrukcjami. Jak bardzo zrzedła mu mina, gdy posłowie PiS powiedzieli, że instrukcje były w formie pisemnej.
Ciekaw jestem, czy poseł faktycznie był tak mało rozgarnięty, aby przez cały dzień nie potrafił dowiedzieć się o co chodzi z tymi Przekazami dnia i jeszcze mieć odwagę wychodzić przed szereg, czy tylko takie dostał instrukcje...


Komentarze
Pokaż komentarze (7)