Przy okazji przeglądania starych gazet naszła mnie refleksja dotycząca polityki. Co prawda nie była ona ani odkrywcza, ani nadzwyczajnie błyskotliwa, ale w swej prostocie na tyle trudna, że mało kto zastanawia się dziś nad takimi problemami. Mianowicie zadałem sobie pytanie, czy w polityce faktycznie liczy się tylko to jak wyglądamy, jak o nas piszą, czy jak przedstawiają nas w telewizji czy na słupkach sondażowych? Czy może jednak ważna jest treść tego, co sobą reprezentujemy, co zrobimy w kwestii merytorycznej? Odpowiedz wydawałaby się oczywista, że liczy się to, co człowiek robi, a nie jak wygląda czy jak media go chwalą. Ale patrząc na obraz dzisiejszej władzy, polityki miłości i ciągłego zapewniania, że będzie dobrze, gdy jest coraz gorzej, moja teza ma jakieś odzwierciedlenie?
Dla lepszego przedstawienia postanowiłem pogrzebać trochę w starych numerach kilku tygodników, a także i w internecie i znalazłem interesujące porównanie dwóch ostatnich prezydentów Warszawy. Przedstawie ich kolejno najpierw pod kątem tego co zrobili dla miasta, a następnie przyjrzymy się, jak są postrzegani przez społeczeństwo i media.
Pierwszym z nich będzie Lech Kaczyński, prezydent Warszawy w latach 2002-2005, obecny Prezydent Polski. A oto cytat za Wprost [2003/nr9] przedstawiający jego dokonania po niespełna roku rządów: „ Już sto dni sprawujący urząd prezydenta Warszawy – stworzył nowy system zarządzania stolicą, która jest teraz jedną wielką gminą. Warszawiakom najbardziej spodobało się to, że wraz z Policją i „Gazetą Stołeczną” doprowadził do powstania mapy bezpieczeństwa miasta. Wkrótce zostaną zmienione zasady obsługi mieszkańców w urzędach: większość spraw będzie można załatwić w jednym miejscu i bez kolejek. Utworzono nowe jednostki organizacyjne urzędu miasta, co pozwoliło ograniczyć biurokrację – zlikwidowano 50 spośród 83 stanowisk dyrektorów. Prezydent powołał naczelnego architekta, który ma zadbać o to, aby stolica nie przypominała dziko budowanych faweli, lecz europejskie miasto. W związku z zadłużeniem miasta wycofano się z planowanych kosztownych budów ratuszy dzielnicowych (na Mokotowie koszt budowy ratusza miał wynieść 70mln zł.). Lech Kaczyński wypowiedział też WaParkowi umowę na obsługę stref płatnego parkowania (ponad 60% opłat szło do kasy tej spółki)”.
Dla porównania przyjrzyjmy się obecnej pani prezydent Warszawy Hannie Gronkiewicz-Waltz. Tutaj najlepszym źródłem wiedzy jest blog HGW Watch, który jest przeznaczony wyłącznie dla pani Hanny. Ale aby nie odsyłać czytelników do innych stron sam wymienię tylko kilka dokonań pani prezydent. Najgłośniejszym i chyba najdroższym pomysłem obecnego gospodarza stolicy jest budowa oczyszczalni ścieków, która została okrzyknięta najdroższą oczyszczalnią na świecie, co więcej przy okazji przetargu na tą inwestycje nie wygrała najtańsza oferta, a znajoma firma pani HGW, co sama tłumaczyła zaufaniem i najwyższą jakością usług. Ale po co wówczas ten przetarg? Kolejnym dokonaniem które wyszło na światło dziennie był dobór urzędników do ratusza. Wszyscy jak wiemy musieli zdawać egzamin, przejść rekrutację, ale okazywało się, że wymagania są kompletnie wyimaginowane i przypadkiem zgadzały się z wymaganiami znajomych pani Hanny, którzy ubiegali się o etat urzędnika. Naturalnie go otrzymali. Ostatnio było także głośno o szkoleniu urzędników, które odbywało się w iście bizantyjskich warunkach. Aby jednak być sprawiedliwym zacytuję także jakąś prasę, nie pozostawiając tu jedynie włąsnych opinii: „Pani prezydent ogłosiła program inwestycyjny – istotnie największy w historii Warszawy. W ciągu czterech lat na 1200 projektów władze miasta wydadzą 15 mld zł. Druga linia metra w Warszawie będzie jednak kosztować aż trzy razy więcej niż porównywalny odcinek metra w Madrycie. Od czasu przejęcia władzy w Warszawie przez Hannę Gronkiewicz-Waltz w każdym dużym przetargu budowlanym w mieście ceny zakontraktowanych robót nawet dwukrotnie przekraczają kosztorysy. Nieprzypadkowo prezydent Warszawy jest przez niektórych urzędników i radnych nazywana „królową". Aby sfinansować swe bizantyjskie plany, władze Warszawy planują do 2011 r. trzykrotnie zwiększyć zadłużenie miasta. Obecne zadłużenie stolicy sięga 2,27 mld zł, a wzrośnie do ponad 7 mld zł. Każda warszawska rodzina została przez panią prezydent obarczona długiem w wysokości 16 tys. złotych. Warszawa z jednego z najmniej zapożyczonych miast w Polsce stanie się najbardziej zadłużonym.” [źródło]
Widzimy zatem kompletnie różne podejście jeśli chodzi o sprawowanie władzy oraz gospodarowanie miastem. Jednak nie pamiętają tego ani media, ani politycy, ani nawet sondaże. Dziś wystarczy mieć na nazwisko Kaczyński, by być postrzeganym jako najgorsza kreatura tego narodu, natomiast media nie szczędzą komplementów pani prezydent Warszawy, a słupki sondażowe popierające kandydatkę PO cały czas są wyjątkowo wysokie.
Tak więc na koniec raz jeszcze chciałem zadać pytanie, czy w dzisiejszej polityce liczy się forma w jakiej jesteśmy przedstawieni społeczeństwu, czy może jednak treść, reprezentowana przez czyny, które rzekomo najlepiej świadczą o człowieku?


Komentarze
Pokaż komentarze (5)