Co by to było, gdyby tak decydujące o Polsce siły polityczne zawarły rozejm w imię przyszłości kraju. Żeby polityków oceniano za to co zrobili, a nie weryfikowano codziennie w mediach z jakiejś wirtualnej pracy. Wtedy nikt nie miałby pretensji, że Tusk poleciał do Inków, a Kaczyński do Siouxów. Passent siadłby przy jednym stole z Ziemkiewiczem, Jarosław z Niesiołowskim, Wałęsa z Gosiewskim, a Kopacz odwiedziłaby w szpitalu Religę…
Mamy wybudowac co najmniej 4 stadiony, tysiące kilometrów nowych dróg, rozwiązac sprawę służby zdrowia i ubezpieczeń społecznych. Zreformowac edukację dzieci i młodzieży tak, żeby mogli swoją wiedzą rywalizowac ze światem. Zadbac o wszystkich, którzy się czują odrzuceni - bez względu na to czy czerwoni, czarni, czy po prostu szarzy. Tyle jest pracy do wykonania dla mediów, które powinny doceniac i pokazywac tych, którzy na prawdę coś wartościowego robią, a nie tych, którzy są znani z tego, że są znani. Trzeba cenic profesjonalizm w każdej dziedzinie. W dziennikarstwie i polityce szczególnie. Bogaci Polacy niech nie skąpią grosza na programy i inicjatywy pomagające biedniejszym. Biedni niech nie liczą tylko na państwo, lecz sami wykonają delikatny postęp i nauczą się czegoś nowego, co da radośc większą niż wódka i schabowy przed telenowelą…
I “daj byśmy nie byli jako te owady, tylko pracujący, tylko zbierający” (Jan Krzysztof Kelus)


Komentarze
Pokaż komentarze (3)