Nie podobał mi się Jarosław Kaczyński w nowym filmie pt "Zmiana wizerunku na kongresie". Został zle obsadzony i zagrał przecietnie przecietny scenariusz. Nie wiem kto go rezyserował, ale stracił Jarosław swoją naturalnośc i swadę. Czuł się obco, bo uwierzyl młodzieży od wizerunków, że mają rację. Otóż uważam, że nie mają. Lepsze jest wrogiem dobrego. Gdybym ja go reżyserował to dałbym mu zagrać lidera w typie Milesa Davisa, ktory nie musi trąbić wszystkich nut, bo od nich ma młodszych instrumentalistów. Ma zagrać tyle nut ile trzeba i nie więcej. Niech Kurski, Gęsicka, Natali Świat śpiewają, a on niech dopowiada. On nie musiał referować nowego programu.
To przepraszanie też brzmiało sztucznie...niestety, mało wiarygodnie. Po za tym po co i kogo przepraszać. Przecież chamstwo jakie płynie w jego kierunku z ust tej niby inteligencji jest stokroć bardziej wymagające przeprosin, a jakoś nikt z elitki nie poczuwa się aby przepraszać Jaroslawa, Lecha czy innych związanych z PiSem.
Niech PiS nie stara się zdobywać nowych członków przymilaniem się pod publiczkę w myśl jakichs piarowskich zagrywek doradcow. Jak kryzys przywali PO/PSL to wystarczy być konsekwentnym i spokojnym. Merytorycznym i gotowym, a nie tylko ubranym i piekniusim jak Nowak.
Dobrze zatem, że program antykryzysowy do debaty przygotowali, ale niezbyt trafnie, że platformieją wizerunkowo...bo to droga na zatracenie.


Komentarze
Pokaż komentarze (2)