17 obserwujących
158 notek
437k odsłon
5660 odsłon

Policja w Toruniu nie daje o sobie zapomnieć

Wykop Skomentuj1

[W tej lokalizacji artykuł obejmuje więcej, niż jedną stronę]

Ten materiał powstał w maju 2020 roku. Został opublikowany w innej lokalizacji, ale z przyczyn technicznych jest niedostępny. Dotyczy toruńskiej Policji. Działo się tam sporo i sporo wciąż się dzieje. Od maja do dziś doszło tego trochę, jest więc okazja, aby zaprezentować wydanie drugie uzupełnione.

Artykuł składa się z trzech części. Pierwsza jest poświęcona pijackiej aferze z udziałem toruńskiej kadry dowódczej. Czytelnik znajdzie tu opis zdarzenia i jego konsekwencje. Część druga, to historia szeroko ustosunkowanej policjantki, przez którą inny policjant stracił robotę. Część trzecia, to najnowsze echa draki z hydrantem - główny bohater nie oszczędza się na portalu społecznościowym.

Część Pierwsza – afera hydrantowa

W połowie lipca 2019 roku, w pomieszczeniach komisariatu Toruń Śródmieście kadra dowódcza Komendy Miejskiej Policji w Toruniu, urządziła sobie pijackie balety. Zabawa była tak huczna, że jeden z biesiadników, naczelnik sztabu, niejaki Janusz Fido, w pijackiej pomroce przywalił łbem w skrzynkę hydrantową. Trysnęła obficie krew, bo kant skrzynki rozciął zawodnikowi skórę na czole.

Szczegóły znajdziecie w poniższym tekście, stanowiącym zbiór relacji toruńskiego sygnalisty profilu Mundurowi Dziękują Rządowi:

Dowódczy raut w Toruniu

Interweniowała ówczesna szefowa resortu spraw wewnętrznych, Elżbieta Witek. Grzmiała, że nie będzie litości i tak dalej, jak to ministrowie mają w zwyczaju w takich przypadkach.

A jak sprawy mają się po upływie roku?

Sygnalista facebookowego profilu "Mundurowi Dziękują Rządowi" sporządził bieżący komunikat:

Po tym jak już gówno wpadnie w wentylator, a cała jednostka chodzi w piegach, info najczęściej się urywa. Nie wiadomo, co dalej z naszymi "bohaterami".

Dlatego też chciałbym to zmienić. I dokończyć historię o dzikim hydrancie z KMP Toruń.

O hydrantowym, czyli naczelniku Fido, słyszeli użytkownicy Facebooka. Słyszeli też zainteresowani i ich przełożeni. Były pytania, wywiady, artykuły w gazetach i audycje w radio. Było wszystko, nawet TVN24. Ale pytanie - co dalej?

Fajerwerk poleciał, wszyscy się zbiegli żeby popatrzeć, a jak już spadł, przestał interesować. W jego miejsce pokazał się inny.

Za historią z Torunia, jak i za wieloma innymi, stoją ludzie, którzy są "lepsi". Nasuwa się pytanie, w czym? A no w tym, że to są ci zaufani. Ci, którzy są nie do ruszenia, których w kryzysie chowa się po wydziałach. Wobec których nie wyciąga się absolutnie żadnych konsekwencji.

Przywoływaną opowieść każdy zna i wie, że zakończyło się na przenosinach imprezowiczów oraz na tym, jak pani rzecznik KWP Bydgoszcz, mł. insp. Monika Chlebicz, stała i mówiła, że na pytanie to czy tamto nie odpowie, bo tajemnica. Bo trwa postępowanie sprawdzające i nie wolno dla jego dobra.

Postępowania dobiegły końca, więc zapytajmy panią rzecznik ponownie, co wyszło z zakrapianej imprezy.

A, w sumie niech się babsko nie fatyguje. Sam odpowiem:

Nic, moi drodzy. Kompletnie NIC.

To nie świadczy o tym, że MDR nie dał rady, albo że nie warto pisać o takich sprawach. Wręcz przeciwnie, warto pisać i naświetlać patologie, kumoterstwo etc.

W Toruniu była burza, grzmoty i gromy. Komendant miejski, inspektor magister Maciej Lewandowski, „Mały Maciej”, krzyczał, a jego zastępcy chodzili smutni. Żeby poprawić sobie humor, oni z kolei krzyczeli na naczelników itd. Zasady grawitacji każdy zna.

Imprezowicze przenoszeni, zawieszani, cudowani i nic. Przesłuchania, kontrole BSW, kontrole KWP, kontrole KGP, naciski z ministerstwa i co? I nic!

Okazuje się, że nie było imprezy i nie było alkoholu. Nikt nie jest winien, nie ma dowodów, monitoring chyba nic nie pokazał. Ktoś z dyżurki dostał klapsa i tyle. Psyt, fajerwerk zgasł.

Mało tego, wszyscy zainteresowani odzyskują stanowiska. Zostają przywróceni do poprzednich zadań i nikt nie robi problemu.

Pani Komendant komisariatu Toruń Śródmieście, podinsp. Dorota Rybszleger, co uciekła na emeryturę w obawie przed jej utratą, ma taką myśl, żeby może do służby wrócić, albo wystąpić o odszkodowanie od Policji.

Są też tacy, co poczuli się bardzo mocno i krzyczą po korytarzach, że pozwy cywilne będą składać. Przeciw MDR, przeciw tym wszystkim, którzy opowiedzieli o tej historii, przeciwko każdemu, byle tylko nie samemu sobie.

Pani podinsp. Wioletta Dąbrowska, rzecznik KMP Toruń, nie piła, ale wiedziała i nie powiedziała, ale przecież w sumie to nic. "Nic się nie stało, hej Maciuś, nic się nie stało". Znowu można podziwiać jej aparycję i błyskotliwe wypowiedzi dla mediów.

Gwarantuję każdemu, kto miałby podobną sytuację, a byłby sierżantem, że poleciałby z roboty na zbity pysk. Komendant Wojewódzki by powiedział, że dla dobra służby. Ale nie tu. Nie w tej "rodzinie". Za dużo szyszek, za dużo na pagonach i za silne układy.

Wykop Skomentuj1
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Społeczeństwo