15 obserwujących
151 notek
376k odsłon
3286 odsłon

Dżuma, cholera, Kolasa i pluralizm

Pierwszy z lewej: mjr SG Marcin Kolasa, przewodniczący ZG NSZZ Funkcjonariuszy Straży Granicznej
Pierwszy z lewej: mjr SG Marcin Kolasa, przewodniczący ZG NSZZ Funkcjonariuszy Straży Granicznej
Wykop Skomentuj1

[W bieżącej lokalizacji tekst obejmuje więcej, niż jedną stronę]

W dniu 16 lipca 2019 roku odbyło się posiedzenie sejmowej Komisji Administracji i Spraw Wewnętrznych. Debatowano nad konceptem wprowadzenia pluralizmu związkowego w Policji, Straży Granicznej i Służbie Więziennej.

Pomysł, aby w danej formacji mundurowej mogło funkcjonować więcej, niż jeden związek zawodowy, pojawił się kilka lat temu, krótko po objęciu przez Mariusza Błaszczaka funkcji szefa resortu spraw wewnętrznych. Od tej pory, trawestując klasyka, nad służbami zaczęło krążyć widmo pluralizmu.

Związki zawodowe zareagowały ostro i stanowczo, wskazując, że pod pozorem zwiększenia poziomu demokracji w organach przedstawicielskich, rządzący chcą po prostu podzielić, rozdrobnić ruch związkowy, aby w myśl zasady „dziel i rządź” dowolnie manipulować skłóconymi wewnętrznie strukturami.

Mariusz Błaszczak nie zapisał się dobrze w pamięci funkcjonariuszy formacji podległych MSWiA. Od początku był nastawiony konfrontacyjnie, występując w roli inkwizytora, albo tropiciela „złogów dawnego porządku” w służbach. Już na samym początku swoich rządów skompromitował się oskarżając gdańskich policjantów o stosowanie nieuzasadnionej i nadmiernej przemocy, gdy interweniowali wobec słynnej Marysi, córki ówczesnej radnej PiS, Kołakowskiej. Marysia wraz z rodzicami uczestniczyła w nielegalnej demonstracji, próbującej zablokować marsz homoseksualistów. Młoda dama w grupie kilkudziesięciu osób najpierw odmówiła opuszczenia terenu objętego zakazem przebywania, a następnie szturmowała na policyjny kordon. W efekcie została zglebowana i zatrzymana przez policjantów.

Błaszczak nakazał kontrolę w gdańskiej komendzie wojewódzkiej, a sam łaził od redakcji do redakcji, od studia do studia i histerycznym tonem miotał na funkcjonariuszy najpodlejsze kalumnie. Otrzeźwiał dopiero wtedy, gdy kontrola bezsprzecznie wykazała, że policjanci działali co do joty zgodnie z prawem.

Gdy szef resortu o takim usposobieniu obwieszcza z gadzim grymasem najgłębszej troski, że chce pluralizmu związkowego dla dobra funkcjonariuszy, nikt przy zdrowych zmysłach nie weźmie tego za dobrą monetę.

Mariusz Błaszczak odszedł do MON, ale w MSWiA pozostał jego zastępca, Jarosław Zieliński. Człowiek znany z lubości do bizantyjskiej pompy i groteskowego celebrowania swoich wizyt w terenie. Nie wzięło się wszak znikąd przezwisko, jakie nadali mu funkcjonariusze, Don Confetti. Zieliński otacza się ciemnymi typkami, którym gwarantuje bezkarność. Niedawno głośno było o Kołnierowiczu, wojewódzkim komendancie Policji w Białymstoku. Kołnierowicz, jako pierwszy generał w Polsce, został dyscyplinarnie ukarany naganą, ale dzięki Zielińskiemu w najlepsze trwa na lukratywnej posadzie.

I ten planowany pluralizm mieliby w formacjach mundurowych wprowadzać ludzie pokroju Zielińskiego.

Na czym miałoby polegać zagrożenie związane z istnieniem wielości konkurujących organów przedstawicielskich? Na tym, że w sytuacjach konfrontacji ze stroną służbową, związki zawodowe muszą występować z uzgodnionym stanowiskiem. Niczego nie wskórają, gdy jedna z organizacji będzie przeciwna jakimś decyzjom rządu, czy dowództwa, a druga będzie je popierać.

Jak to działa w praktyce, dobitnie pokazuje przykład strajku nauczycieli. Z trzech organizacji związkowych dwie jednogłośnie wysuwały radykalne postulaty, a trzecia była tak umiarkowana, że aż prorządowa. Szybko podpisała porozumienie z resortem oświaty, osłabiając w ten sposób siłę protestu, a dodatkowo dając rządzącym argument, że postulaty pozostałych związkowców „dzielą środowisko zawodowe” i w tej sytuacji nie można ulegać szantażowi. Nauczyciele sromotnie przegrali. Można długo dywagować, czy ich oczekiwania były słuszne, a forma walki etyczna, ale w kontekście dyskusji o pluralizmie związkowym, nie ulega wątpliwości, że istnienie kilku organów przedstawicielskich znacząco przyczyniło się do niepowodzenia wielkiej i głośnej akcji nauczycielskiej.

Gdyby pluralizm związkowy miał ograniczyć się do umożliwienia funkcjonariuszom oddolnego wyłonienia organizacji alternatywnych w stosunku do już istniejących, to byłoby jeszcze pół biedy. Niestety inicjatorzy idą o wiele dalej. Chcą, aby do służb weszły centrale związkowe z zewnątrz.

Obecne wzmożenie wywołali dwaj Dudowie. Piotr Duda z NSZZ „Solidarność” wymógł na Andrzeju Dudzie, Prezydencie Rzeczypospolitej, aby ten wystąpił do Sejmu z inicjatywą ustawodawczą. Sprawie nadano sprinterskie tempo i dosłownie po kilkunastu dniach trafiła pod obrady sejmowej komisji.

Działalność Piotra Dudy jest powszechnie znana. Tak samo, jak znany jest jego wigor i sympatie polityczne. Nie ma sensu zagłębiać się w detale. Nieco mniej znane jest nastawienie tego pana do formacji mundurowych i ich związkowych przedstawicielstw. Mówiąc najdelikatniej, jest to szorstka przyjaźń.

Wykop Skomentuj1
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Społeczeństwo