Zapośredniczenia
Μολών λαβέ.
3 obserwujących
22 notki
18k odsłon
  612   0

Nie tylko Wembley. Polska - Anglia między czerwcem a październikiem - zapiski z zeszytu.


     Niestety, kilka minut później zdarzyło się coś, co być może pozbawiło nas tytułu mistrza świata w 1974 r. Nasz As Włodzimierz Lubański obiegając w pojedynku o piłkę obrońcę Roya McFarlanda nagle padł na murawę z grymasem wielkiego bólu na twarzy. Zdezorientowany Anglik z przerażoną miną rozkładał ręce pokazując, że to nie jego wina. Lubański musiał głośno krzyczeć z bólu – prawie to słyszeliśmy, choć takich mikrofonów wokół boiska jak dziś oczywiście nie było. Lubańskiego zniesiono z boiska, zastąpił go, słynny potem z meczu na Wembley Jan Domarski. Wynik dowieźliśmy do końca, a Anglicy kończyli w dziesiątkę (faulowali w ogóle dwukrotnie częściej niż Polacy – znak bezsilnej złości), bo pomocnik Allan Ball został usunięty z boiska za akt fizycznej przemocy wobec Lesława Ćmikiewicza – złapał go za szyję i usiłował kopnąć w krocze. Jednak ci, którzy znali styl gry Pana Lesława domyślają się, że furia Anglika mogła wynikać nie tylko z powodu przegranego meczu. Wszak nawet Zidane nie wytrzymał nerwowo i to w meczu finałowym mundialu. Ćmikiewicz i Materazzi mieli coś wspólnego, z tym, że Pan Lesław jako prowokator był lepszy.
     Nazajutrz „Przegląd Sportowy” zatytułował relację z meczu: „Gadocha i Lubański rzucili na kolana owianych legendą ojców nowoczesnego futbolu!”. Nieźle, co?


     Włodzimierz Lubański zerwał wtedy więzadła krzyżowe w kolanie. Na prawie dwa lata został wyłączony z uprawiania sportu i do tak dobrej formy już nigdy nie wrócił. A szkoda, bo bez wątpienia był wówczas jednym z najlepszych napastników w Europie (choć z uwagi na czasy o grze w dobrym klubie za granicą mógł tylko pomarzyć) i gdyby pojechał na mistrzostwa świata do Niemiec, to kto wie? Może to reprezentacja Polski wróciłaby z pucharem?
     Roy McFarland stał się wtedy w Polsce jednym z najbardziej znienawidzonych ludzi. Wszyscy byli przekonani, że umyślnym faulem „załatwił” Lubańskiego. Jeszcze dziś tu i ówdzie można przeczytać o „brutalnym faulu” McFarlanda. Chyba trochę niesłusznie. Sam Włodzimierz Lubański, z właściwą sobie kurtuazją tak to wspomina: "Na początku drugiej połowy strzelam piękną bramkę, jedną z najpiękniejszych, jakie w swojej karierze strzeliłem. Jednak po starciu z Royem McFarlandem nieszczęśliwie postawiłem nogę przy drugim kroku i doznałem ciężkiej kontuzji kolana. To nie był faul z jego strony, to był wypadek przy pracy". Nie powiedział, że w tym meczu, na własną odpowiedzialność zagrał z niezaleczoną kontuzją.
     A potem, w październiku pojechaliśmy na Wembley. Stare Wembley. I zremisowaliśmy, choć nikt nie wie jak to stało. A potem – to już wszyscy wiedzą lub pamiętają.
Podobno historia lubi się powtarzać. Nie zawsze jako farsa.

Lubię to! Skomentuj20 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Sport