Bo chyba taką ksywę powinien nosić po tym co przeczytałem o nim w artykule "Redaktor naczelny rządu" w sobotnim Plusie-Minusie w Rzepie. Artykuł płatny więc linka nie będzie. Relacjonując swoimi słowy. Otóż Tusku Donaldu musiano aż zatrudnić osobistego psychologa (psychiatrę ?) zwanego dla niepoznaki coachem, żeby biedaczyna mógł odcierpieć dwie porażki wyborcze w 2005 roku. No przepraszam dla mnie to śmiech na sali. To z niego taka nazwjmy to po imieniu .........a wołowa, że sam nie mógł się wziąć w garść jak każdy normalny facet tylko potrzebny był ktoś komu mógł się wypłakać w poduszkę ? Chyba, że Tusku może aż tak słodkie nic nierobienie kocha że w obliczu porażki wyborczej w perspektywie zaświtało mu, że trzeba się będzie wziąć do jakiejś roboty a nie żyć tylko z polityki ? I to nim tak wstrząsnęło ? Strach pomyśleć co by się z Miękkim Tusku stało gdyby jeszcze PO przegrała wybory w 2007 r. Próba samobójcza ? I to nie są żarty to tylko przykład jakiej niskiej próby ludzie nami niestety rządzą. Co będzie jak biednemu Donaldzikowi coś zacznie nie iść ? Trzaśnie zabawki i pójdzie do domu żeby sobie w spokoju popłakać ? Przecież wystarczy, że Anielka nie poklepie go protekcjonalnie po plecach a Donaldzik już pewnie w depresję wpadnie. Wtedy to pewnie z 10-ciu coachów nie starczy. A łzy będą lać się takie, że druga powódź stulecia nam grozi za jednych rządów partii miłości ...
Inne tematy w dziale Polityka