Ostatnie dni upłynęły pod znakiem masowej, totolotkowej histerii. Niemal każdy wśród znajomych bądź kolegów z pracy rozprawiał nad prawdopodobieństwem trafienia wymarzonej szóstki. Wszyscy snuli wizje, na co by w pierwszej kolejności wydali, powstałą w wyniku wielokrotnej kumulacji, olbrzymią sumę trzydziestu siedmiu milionów złotych.
Na wiele sposobów rozpracowany został pomysł wzięcia kredytu i zawarcia zakładów na wszystkie możliwości układów liczb. Ludzie na przerwach obiadowych czy przy papierosie nagle stali się ekspertami od prawdopodobieństwa i gier losowych.
Jednym z popularniejszych stał się pomysł umieszczenia pieniędzy na lokacie - z 37 mln przy nawet niskim oprocentowaniu 8 proc. rocznie dostalibyśmy prawie 3 mln złotych! Nie mówiąc już nawet o bardziej radykalnych działaniach jak giełda czy fundusze inwestycyjne. Dało by się żyć... Zawód? Rentier. I tak przez kilka następnych pokoleń.
Nikt jednak nie zastanawiał się, co by było, gdyby na prawdę wygrał. Taka ogromna suma dla przeciętnego Kowalskiego to więcej problemów i niebezpieczeństw niż radości. Bez odpowiednich doradców i podejścia do sprawy na spokojnie i z chłodną głową, zapewne zwycięzca zacząłby od razu szastać pieniędzmi na lewo i prawo - kupować drogie samochody, mieszkania, futra dla żony etc.
Wyobraźmy sobie, że dzieje się to w mniejszym mieście lub wręcz małej wsi. bijące w oczy bogactwo nagle stanęło by w ostrej kontrze do reszty otoczenia. A różnice rodzą konflikty i nienawiść otoczenia. Nie mówiąc o tym, że od momentu, gdy się wyda, że zgarnęliśmy główną nagrodę, my i nasi bliscy stajemy się potencjalnym celem dla porywaczy, złodziei i innych przestępców wszelkiego autoramentu.
Sporo ludzi zapewne nie potrafiłoby sobie poradzić psychicznie z tak wielkim szokiem, jakim jest nagłe zostanie milionerem. Zawał, udar... A w dłużej perspektywie brak motywacji do czegokolwiek, skoro wszystko mamy, depresje, stany lękowe etc.
Wszyscy marzyli o wygranej. Pieniądze szczęścia nie dają. Dają za to wiele możliwości dotarcia do szczęścia, o ile mamy odpowiednią ilość oleju w głowie. Marzyć można, czemu nie? W końcu lepiej płacić "podatek od głupoty" i mieć marzenia niż być realistą-cynikiem i żyć bez nich...
Jakub K. Romanowski



Komentarze
Pokaż komentarze (5)