Ciężko mi o tym pisać. Zawsze bardzo szanowałem prof. Geremka, tak jak większość przyzwoitych ludzi w tym kraju (i nie tylko).
Nie potrafię jednak spokojnie siedzieć, gdy w telewizorze widzę prof. Geremka, tego samego, na którego kiedyś zagłosowałem w wyborach (o ręko moja, ręko, któraś wybrała, uschnij!), jak siedzi na sali PE i nic nie mówi, gdy jakiś łysy facet po niemiecku drze się, że PE powinna rozpatrywać wszystkie sprawy na niekorzyść Polski.
Mam duszę wojownika ze stepów, kocham kraj, w którym mieszkam, i płacze coś we mnie, gdy na to patrzę. Po raz pierwszy wczoraj się rozpłakałem - od czasu gdy narzeczona wsiadła na konika i pogalopowała w siną dal w objęcia jednego Ruskiego.
Nie chodzi o to, że prof. Geremek zrobił czy nie zrobił czegoś złego, nie skaładając tego nieszczęsnego oświadczenia. Powinien to zrobić, jeśli wymaga tego prawo (tak jak wymaga złożenia PIT-a). Jeśli nic nie ma za uszami, to oświadczenie nie może być upokorzeniem, bo przecież nie kłamie. Nie?
Chodzi o to, że swoją Ojczyznę naraził na szwank. Na wrzask łysego niemieckojęzycznego kretyna. Na wycieranie sobie słowem "Polska" gąb przez osoby niegodne.
A mi wciąż stoi w oczach tamta scena z "Psów" - jak esbecy palą akta na śmietniku.
To miał być śmietnik historii, ucieczka. Ten swąd palonych akt będzie się nad nami długo unosił. I dlatego prof. Geremek zrobił źle.
A jak jeszcze raz ten łysy idiota zacznie wrzeszczeć coś na Polskę, to mu osobiście wbiję szabelkę w gruby brzuch!


Komentarze
Pokaż komentarze (2)