Ja bardzo dużo czytam. Umysłu jak brzytwa nie mam, bo kumys czasem go lekko przytępia.
Zajrzałem na bloga Cytadeli Dziedzicznej Cytadeli Finansjery - po prawej ma kolumienke z kretynizmami dnia. Jeden z nich:
27.06.2007
"Dobrze by było, żeby dziecko miało w domu i "chłopięce", i "dziewczęce" zabawki, żeby czuło się swobodne w swoich wyborach, ograniczone jedynie kieszenią rodziców, a nie ich stereotypami."
Ewa Modzelewska, psychoanalityczka, Zajmuje się psychoanalizą i psychoterapią psychoanalityczną dorosłych i dzieci, "Córki i synowie", gazeta.pl
I drugi:
-2.06.07
"Płci może być tyle, ile sobie wyprodukujemy. Bo płeć jest rzeczą kultury, a nie biologii" - (Katarzyna Szustow, Gazeta Wyborcza Stołeczna)
Chcę się odnieść.
Patrzę na świat od jakiegoś czasu. Obserwuję dzieci i dorosłych, obserwuje kobiety i mężczyzn. Ludzie są ciekawi, czasem niemal jak owady pod lupą.
Pisałem już kiedyś (tutaj) o kobietach, zwróciłem uwage na dzieci przebrane za Dodę (ostatnio znowu widziałem grupkę 11-latek w mocnym makijażu i w mini). Zwróciłem tez uwagę, że po ulicach paradują wyfiokowane mamusie z córeczkami w strojach co najmniej niestosownych. Byc może to efekt głupoty, może podświadoma chęć zwabienia faceta "na ładną córeczkę", byc może efekt seksualizacji mediów. Mi się to nie podoba i tego nie lubię. W tej kwestii popieram ideę mundurków szkolnych na przykład. Nie podobają mi się parady równości, bo nie wiem po co je się organizuje.
Pisze o tym dlatego, żeby było jasne: uważam sie za prawicowca. Głosowałem na PiS i zagłosuje jeszcze raz.
A teraz meritum.
Obserwując swiat kobiet widzę, ile z nich zostało skrzywdzonych przez mężczyzn. O tym też pisałem (tutaj). Podam przykład koleżanki, sponiewieranej przez łachudrę-uwodziciela. Jest biseksualna, ale generalnie szuka faceta. Poglądy prawicowe, wychowana konserwatywnie. Po kolejnej porażce z kolejnym związkiem oświadczyła, że właściwie to już jej jest wszystko jedno. Odkryła, że nie ma znaczenia płeć tej drugiej połówki, tylko to, KTO to jest. Jak ją traktuje i czy ja kocha.
Oczywiście jej przypadek jest specyficzny ze względu na orientację seksualną, ale generalnie odkryła podstawową prawdę dotyczącą związków: ważne, z jaką osobą się wiążesz. Reszta to sprawy drugorzędne.
Płeć i orientacja seksualna oczywiście nie jest sprawą kultury. Znane jest pewne plemię pierwotne, bodaj z Borneo czy jakoś tak, gdzie rodza się chłopcy z wadą rozwojową: jądra nie schodzą do moszny, i maja słabo wykształcone penisy. W związku z tym są uznawani za dziewczynki i tak wychowywanie - dopiero gdy dojrzwają, nagle genitalia zaczynaja funkcjonowac prawidłowo. I stają się tez chłopcami, stają się agresywniejsi, bardziej przebojowi. A więc to nie kultura i wychowanie, ale biologia. Wychowanie tylko może rozwinąć bardziej niektóre cechy osobowości, ale nie tożsamość płci. dowód - transseksualiści. Wystarczy drobny błąd matki natury i rodzi się na przykład dziewczynka uwięziona w męskim ciele. To straszliwy dramat. Nie wyobrażam sobie, bym mógł mieć ciało innej płci niż mózg. Śmierć lepsza, vide "Seksmisja". Albo przykład Sokratesa, o którym czytamy, jak go inny filozof bezskutecznie podrywał. W Grecji, gdzie seks między mężczyznami był czymś zupełnie innym niż to jak to widzimy dzisiaj, byli też tacy, którzy mimo takiego wychowania po prostu byli hetero. I już.
Nie zgadzam się jednak, że słowa o zabawkach pani psycholog to kretynizm. Droga Cytadelo, to jest tak oczywiste, ze aż nie wiem, jak Ci to wytłumaczyć. Dlaczego nie miałbym dac synowi misia czy lalki, a córce klocków i zestawu małego majsterkowicza? Przeciez syn nie stałby się w ten sposób gejem, a córka lesbijką. Moja koleżanka w dzieciństwie uwielbiała majsterkować. Dziś nadal uwielbia domowe naprawy i sama wbija gwoździe. Jest 100% kobietą, hetero, zapewniam.
Powtórzę za Eltonem Johnem - chodzi tylko o miłość. Dajmy wszelkim "odmieńcom" spokój, jeśli nie łamią prawa. Nie wiem, czy dobrze zrozumiałem mysl Cytadeli, jeśli nie - przepraszam, wybacz.



Komentarze
Pokaż komentarze (7)