TeaDrinker TeaDrinker
548
BLOG

Sześć głównych grzechów polskiej polityki

TeaDrinker TeaDrinker Polityka Obserwuj notkę 7

 

W najnowszym „Plusie Minusie” szanowny redaktor Piotr Semka napisał tekst o jedynie dziewięciu grzechach PO. Zapewne rozpisałby się na kilka stron, ale w papierowym świecie „Rzepy” to niemożliwe. Była to prawdopodobnie odpowiedź na tekst Wiktora Świetlika w tym samym tygodniku o grzechach prawicy.

Przeczytałem oba teksty bardzo uważnie, starając się wychwycić jak najwięcej spostrzeżeń, z którymi można by polemizować. Szczerze mówiąc wszystkie grzechy opisane przez obu panów są trafne, jak najbardziej, ale zastanawia mnie sens rozdzielania tych tematów, na grzechy prawicy i partii rządzącej. Być może wkrótce pojawi się również przegląd grzechów lewicy, ale do tego czasu trzeba przechadzać się w ramach tych zagadnień. Zastanawia mnie rozdzielanie obustronnych błędów, bo przecież nierzadko jedne wynikają z drugich. Te koligacje zaobserwować można w przypadku grzechu, który Świetlik nazwał „sekciarstwem”. Owy grzech, który swoją drogą grzechem politycznym nie jest, ma bezpośredni związek z zawłaszczaniem mediów przez PO, jak określił to Semka. Sekciarstwo PiS-u i wodzostwo Kaczyńskiego jest tylko chorym wymysłem upośledzonych pluralistycznie mediów III RP, które bezwątpienia sprzyjać pragną jednej partii. Przez to w świadomości ludzi podatnych na PR, wykuły obraz PiS-u, jako sekty smoleńskiej. Więc opisanie „sekciarstwa” PiS-u, jako grzechu jest przejawem uległości medialnemu przekazowi ze strony Świetlika.

Właśnie z powodu tych zawiłości i powiązań grzechów polskich frakcji nie można rozdzielać. Innym powodem są wyborcy, od których również zależy wygląd i retoryka partii. Choć w niektórych aspektach ich gusta również rzeźbią media i politycy. Dlatego zamiast opisywać błędy, czy też grzechy pojedynczych frakcji lepiej napisać o grzechach polskiej polityki, jako całości, wraz z mediami i ich przekazem, opinią publiczną, politykami, partiami politycznymi i ich programami, lub ich brakiem.

1.     Ogłupiały wyborca

Jednym z najważniejszych czynników politycznych jest wyborca, szeroko pojęty. Chodzi tu zarówno o to co uważa za politykę, o to co myśli o polityce, to czego od niej oczekuje itd. Niestety polski wyborca jest w gruncie rzeczy ogłupiały, na poły z własnej winy, na poły z winy partii i mediów. Dzisiejszy wyborca oczekuje prostoty w każdym aspekcie polityki, chce prostego przekazu, pragnie prostych pojęć i prostych rozwiązań. De facto oznacza to, że jest ograniczony do wysłuchiwania pustych obietnic, zapewnień, chce szybkich i prostych rozwiązań i łatwego wytłumaczenia na wszystko co go otacza, potem wybiera to co było najłatwiejsze do przegryzienia i łatwizna wygrywa. Więc na dzisiejszego wyborcę oddziałują głównie media, które są ładne, znajdują łatwe rozwiązania i proste regułki. Takie same są przez to partie, które chcą dojść do władzy. Natomiast politycy, którzy chcą coś zrobić za pomocą programów, faktów, wyliczeń, przestają dla wyborcy istnieć. Dlatego w polityce liczy się PR i populizm. To trochę bolesne, bo zatraca się piękna myśl polityczna, gubią się gdzieś warte wprowadzenia idee, utopijne nierzadko, ale bardziej merytoryczne, niż poklepywanie po plecach i Parlament Europejski razem wzięte.

Wystarczy poczytać stare egzemplarze „Tygodnika Solidarność”, by sobie przypomnieć, jak politycy, którzy brali czynny, lub bierny udział w tworzeniu na nowo państwa w okresie transformacji, traktowali politykę. Wszyscy mieli plan, jakąś misje, jakąś idee, którą pragnęli wdrożyć. W polemikach naprzeciw siebie stawały różne interpretacje i środki zaradcze na suche fakty i liczby, polityczna wojna toczyła się o cel najważniejszy wprowadzenia swojej wizji Polski. Trwało to z coraz gorszym skutkiem, aż do końca rządów PiS-u. W trakcie kampanii w 2007 roku co raz mniej używano faktów, dowodów i merytorycznej dyskusji, a zastąpiły je PR, populizm i niespełnione obietnice, oraz, hasełka, jak – „druga Irlandia”. Dla wyborcy, który zmanipulowany Platformerskimi sztuczkami i zagrywkami mediów zaczął postrzegać politykę jako łatwą formę przytulania się w obecności kamer z Zachodnimi głowami państw, jako walkę z PiS-em, który nagle stał się policją ścigającą każdego uczciwego obywatela, ten proces jest bardzo niekorzystny. Wyborca nie traktował polityki jako misji, ale jako zawód, w którym chodzi o zebranie jak największej ilości znanych nazwisk na liście poparcia. Wyborca stał się małostkowy, spopulizowany i intelektualnie okradziony, a wszystko to przez PR Platformy i nagminną pomoc mediów.

2.     Subiektywizm i względna bierność mediów

Kiedyś Robert Górski w którymś z wywiadów, powiedział, że on nie śmieje się tylko z Tuska, ale jako kabareciarz zachowuje równowagę w sposób bardzo prosty – śmieje się z każdej władzy. To właściwie dobry punkt wyjścia dla działania mediów. Podobnie jak np.: w Wielkiej Brytanii media zależne i niezależne powinny kontrolować rząd bez względu na to, kto go akurat tworzy. Media nie zapominają o obietnicach, planach, wypowiedziach często na wyrost. Tam jest normalną krytyka rządu, nie dziwią zarzuty o lenistwo, a w przypadku, gdy rząd z obietnicy się nie wywiąże i nie przedstawi sensownego wytłumaczenia, jest skreślony w oczach opinii publicznej, bo media nie dadzą zasnąć premierowi. Jak jest w Polsce?

Niestety polskie media nie działają tak jak powinny, nie informują absolutnie, czyli o wszystkim, nie są w przekazie obiektywne, tak jak na przykład brytyjska BBC. Status tej organizacji świadczy najlepiej jak bardzo poprawna, pragnie być ta telewizja. Jest tam zapis o traktowaniu stron sporu równorzędnie, a przekazywane informacje muszą być wolne, od komentarza prywatnego, dziennikarza. Szkoda, że tak nie działają media. Mogłoby się zdawać, że to co napisałem to ogólniki, ale medialne przekazy szczególnie obiektywne muszą być jeśli chodzi o politykę. A w Polsce nie są. TVN, „Wyborcza”, „Wprost”, „Polityka”, „Newsweek”, Tok FM to podmioty częstych ataków ze strony prawicy, za ich uwielbienie jednej partii – PO. Ich przekazy są skrzywione personalnymi igraszkami ich redaktorów z politykami. Nie zachowują dziennikarskiej rzetelności, zachowują się wrogo w stosunku do partii opozycyjnych Platformie, a w szczególności PiS. Partia Kaczyńskiego jest atakowana z każdej możliwej strony, media rozdmuchują ich wpadki, obrażają, śmieją się prosto w twarz. Wyjątkowa aktywność w poszukiwaniu możliwych ataków na PiS wyrównywana jest biernością w stosunku do Platformy i jej błędnych rządów.

3.     Jednostronna tolerancja

Chodzi tu głównie o kulturową wojnę elektoratów, przy czym trzeba zaznaczyć, że elektoraty dzielą się na PiS i antyPiS. Te dwa światy toczą ze sobą wojnę, oba opisane zostały jako naród Tuska, który zjednoczył elektoraty innych, od PO, partii do walki z „kaczyzmem” i naród Kaczyńskiego, który wpatrzony w niego poszukuje możliwości stworzenia nowej, lepszej Polski. Oba są bardzo nietolerancyjne, no chyba, że ktoś się nawróci, w stosunku do przeciwników. Choć proszą o epicka tolerancję, to jednak nie wykazują jej w stosunku do tych, od których jej wymagają, tolerancja działa w jedną stronę – my zasłużyliśmy na nią, wy nie.

Taka tolerancja jednostronna jest spotykana, przykładowo gdy zamykano człowieka za napis „Tola ma Donalda, Donald ma Tole”, wtedy prawicowy elektorat atakował rząd i PO-wski elektorat, za to, że łamią wolność słowa, na co atakowani odpowiadali przykładem o bezdomnym, który obraził ś.p. Lecha Kaczyńskiego. Wtedy Platforma, domagała się uwolnienia i uniewinnienia go, bo nic nie zrobił, choć obraził prezydenta, a teraz twierdzi, że to co się stało to obraza organu państwowego. Najpierw domagali się tolerancji, a potem sami jej nie używali. Choć ten sam argument można podać odwrotną stronę – posłowie PiS nie wykazali wtedy tolerancji, a teraz sami się jej domagają.

4.     Hipokryzja

Politycy charakteryzują się krótką pamięcią, albo perfidną hipokryzją. Sprawdza się tu powiedzenia „nie pamięta wół, jak cielęciem był”. I tak to już jest, że jak krytykują, nie pamiętają, że wcześniej twierdzili co innego, albo mówiąc coś czego wcześniej, by nie powiedzieli. Tylko wtedy gdy im się ich samych sprzed lat zacytuje, będą tłumaczyć się, że wcześniej inne czasy były. Przykładowo Radek Sikorski napisał dla amerykańskiego magazynu „American Spectator” tekst o Adamie Michniku, który świetnie i prawdziwie, czyli dla Michnika nie korzystnie wypunktował jego osobę. Pokazał jego zakłamanie, a dziś czytając ten tekst, jestem pełen podziwu dla Sikorskiego, ale zaraz potem przypominam sobie, że Sikorski jest ostatnio częstym bywalcem salonowej, michnikowskiej „Wyborczej”.

5.     Transfery polityczne

„Co to za pomysł z tymi transferami?” – pytał kiedyś jeden z blogerów na Salonie24. Coś takiego jest całkowicie bezsensowne, bo stawia polityka w sytuacji, gdy miota swoimi poglądami, i zmienia je jak rękawiczki. Czy my zmieniamy tak z dnia na dzień poglądy – nie. Więc dlaczego polityce przechodzą z jednej do drugiej partii, nie wiem. To przecież pokazuje, że są konformistycznymi cynikami, którzy nie mają misji politycznej. Jest również przyczyną hipokryzji, bo nagle lubią polityka, którego wcześniej nie darzyli zbytnią sympatią, a nienawidzą wcześniej kochanego. Przykładów jest pełno – Arłukowicz, JKR, Sikorski. To również pokazuje, że w Polsce głosuje się na twarze, na PR i medialny wygląd polityka, a nie na jego poglądy, i jest to kolejnym grzechem wyborców i polskiej polityki.

6.     Zła reguła demokracji

To jeden z najnowszych grzechów polskiej polityki, zapoczątkowany przez nieszczęsny rząd Platformy. Ludzie i politycy postrzegają demokracje jako ustrój, w którym głosują na swoich ulubieńców politycznych, w sumie się zgadza. Ale w przypadku, gdy politycy i opinia publiczna, napotka przeszkodę w postaci ruchu niezgodnego z ich wymogami, ich wizją i przeszkadzającą im w spokojnym egzystowaniu w politycznym zakłamaniu, wtedy knebluje się temu nonkonformistycznemu ruchowi usta. W przypadku zarzutu, że tak działa totalitaryzm, politycy odpowiadają, że przecież mamy demokratycznie wybranego prezydenta, z bożej łaski pana Komorowskiego, premiera pupilka Rosjan i rząd, w którym góruje antyPiS-owska retoryka. Ale wybory, niezamykanie opozycji za samo bycie w Sejmie, czy w życiu publicznym i brak inkwizycji prawicy, nie świadczy o demokracji, bo przecież demokracja, to nie tylko nawyki i czynności demokratyczne, takie jak owe wybory, ale także wolność słowa, tolerancja, pluralizm. Pod kątem braku tych ostatnich wartości nasze państwo można nazwać totalitarnym. I to właśnie jest grzech naszej polityki – demokracja to dla, polityków i opinii publicznej, jedynie wybory. Nic poza tym.

                                                                      *
To są główne, choć nie wszystkie grzechy polskiej polityki. Te przedstawione są wspólne, dla każdego miejsca, każdego wyborcy, każdego polityka. Takie dość nieszczęśliwe te grzechy, ale przecież każde społeczeństwo jakieś posiada. Myślałem, czy nie napisać więcej grzechów i podzielić to na dwie części, ale chyba wystarczy. Zero pointy…

TeaDrinker
O mnie TeaDrinker

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (7)

Inne tematy w dziale Polityka