TeaDrinker TeaDrinker
660
BLOG

Rachunek prawdopodobieństwa (o raporcie Millera)

TeaDrinker TeaDrinker Polityka Obserwuj notkę 3


Publikację raportu przespałem z lekka, prezentacji nie oglądałem, ale zaraz po tym święcie i „sukcesie” rządu Tuska, zaczerpnąłem języka w Internecie i prasie. Czytam raport i jak na razie wszystko się zgadza, opis samolotu, procedur i lotniska są poprawne, a to zajmuje większość w raporcie. Są „dowody” i informacje o locie, wszystkie takie jakie znamy z przecieków i własnych domysłów, miejsca, w których coś zawiodło, sami znaleźliśmy, zaniedbania są widoczne, ludzie odpowiedzialni za zaniedbania dawno wskazani, więc raport jest tylko potwierdzeniem tego co wiemy. Nie twierdze, że jest poprawny, bo żaden nie jest, ani MAK, ani Biała Księga, ani przyszły raport NIK. Żaden z nich nie jest kompletny, wyczerpujący temat i poprawny, bo wszystkie są tym samym dokumentem, prócz NIK-owskiego, ale z różnymi konkluzjami i interpretacjami. Fakty są te same.

W przypadku Białej Księgi to nie jest wina piszących, bo oni opierali się na jawnych informacjach, które Rosja raczyła udostępnić. W przypadku MAK i Millera, raporty są ograniczone z premedytacją. Nie ma wielu dowodów, załączników, ekspertyz, które powinny tam się znaleźć. MAK mógł ale nie chciał, Miller nie chciał i nie mógł. Więc różnicą w raportach jest interpretacja faktów. Choć w przypadku MAK-owskiego dokumentu, są informacje zmyślone.  

Tak więc Miller jedynie wywiązał się z obowiązku, a nie przybliżył nas do prawdy. Twórcy Białej Księgi po jej prezentacji zapowiedzieli, że to nie koniec ich prac, bo cała prawda jeszcze nie ujrzała światła dziennego. Co natomiast mają w planach twórcy komisji Millera? Nic, najprawdopodobniej, bo odbębnili swoje i sądzą, że to już koniec. Skandaliczne jest to, że niepełnym raportem kończy się prace i zwija manatki.

Jednak, mimo, że całego raportu nie przeczytałem jeszcze, to mam konkluzje co do jego treści i interpretacji faktów. Z podawanych przez prasę informacji wynika, że komisja Millera zinterpretowała fakty, tworząc kilka przyczyn katastrofy, niektóre są kompletnie bez sensu, jak np.: uznanie niedoinformowania załogi o stanie lotniska przed startem przez BOR (brak ILS na lotnisku i naciśnięcie przycisku „uchod” był spowodowany niedoinformowaniem o specyfice lotniska, a nie brakach w szkoleniach, to był nie „podręcznikowy błąd” pilotów, ale brak informacji o lotnisku). Te kilka, czy kilkanaście przyczyn, umiejscowionych w różnych sferach, powoduje u mnie dziwne wrażenie, że coś się nie zgadza. Jeżeli liczba przyczyn, przypadkowo występujących w tym samym czasie, kilka błędów, parę czynników pogodowych, stykają się w jednym momencie to nie wydaje być się łatwiejszym wytłumaczeniem teoria o zamachu. Ile przypadku musiało się zdarzyć w tym dniu, by ponoć sprawny samolot z ponoć doświadczoną pojedynczo załogą runął na ziemię. Prawdopodobieństwo wystąpienia tych wszystkich przyczyn na raz jest nikłe, w moim odczuciu mniejsze niż zamach. Więc czemu najpierw nie badać najprostszej, najłatwiej wytłumaczalnej przyczyny jaką jest zamach? Ilość powodów, dla których samolot spadł podważa przypadkowość. Błąd pilota - być może, usterka - możliwa, zamach - również, ale 15 czynników, które się nałożyły, wręcz złośliwie w tym samym czasie? Czy nie łatwiej było rozwiać wątpliwości i najpierw sprawdzić teorię o zamachu, niż szukać wymyślnych przypadków?

Ale to i tak nie możliwe, bo tajemnica, jaką Rosja okryła wrak, i inne dowody, oraz bierność Polskich władz, odrzuca możliwość poznania prawdy. Teraz pozostaje tylko czekać, a nóż białoksięgowcy coś odkryją.

TeaDrinker
O mnie TeaDrinker

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (3)

Inne tematy w dziale Polityka