6 obserwujących
20 notek
25k odsłon
  237   0

x86, a M1 (wersja krótka i może trochę żartobliwa)

Wielu z nas pewnie słyszało o tym, jak firma Apple dokonała „rewolucji”. Rewolucja tak naprawdę okazała się ewolucją i sprytnym połączeniem kilku elementów (ale się udała), a ja postaram się ją przedstawić „na chłopski rozum”.

Uprzedzam, że notka jest krótka, i pisana dosyć na szybko.

Załóżmy, że mamy ogromnie szeroką rzekę i masę chętnych, którzy chcą się przez nią przedostać. Na początku próbowano tam wstawić taki jeden mały mostek, z drewna. Potem postawiono drugi, i trzeci, i czwarty. Każdy z nich był inny. Tak naprawdę nikt nie wiedział, jak je budować, i dlatego wszystko powstawało metodą prób i błędów. Mostki były tworzone, burzone, i przez lata w zupełności to wystarczało.

Wtedy przyszła wielka korporacja, i stwierdziła, że weźmie mostek, który wybudowali ich kumple, coś tam doda, coś tam odejmie, i pokaże światu jako swój projekt. I że każdy może budować taki sam, ale… uwaga, korporacja nie da nikomu za darmo informacji, jak zbudować szlaban na mostku (w tym projekcie był niezbędny). Ponieważ korporacja była duża i znana, to ludzie się na to rzucili, bo projekt może był marny, ale prosty, i do tego pozwalał przejeżdżać nawet samochodami (które nie mokły, gdyż nad całością rozpostarto daszek).

Z początku każdy jeździł po tych mostkach jak chciał. Zdarzało się, że ludzie wpadali na siebie. Wtedy postanowiono wydzielić pasy, ale żeby nie było łatwo, to pozostawiono możliwość zjazdu na część z pasami, ale z powrotem już nie (to pojawiło się później).

Później zdecydowano też, że na mostkach będzie 2x więcej pasów. I że ruch będzie mógł coraz szybszy. I to wszystko działało. Korporacja zobaczyła, że powstało wiele kopii, i w tym momencie zapragnęła utworzyć kolejny projekt… ale nikt go nie chciał. Mostków było coraz więcej, a z czasem zdecydowano, że jeden wjazd będzie prowadził na dwa połączone mostki (i że będą one jeszcze szersze).

W końcu Johny Hamburger wpadł na pomysł, żeby zamiast samochodów na mostki wpuszczać wielkie lory. I może by to wypaliło, ale lory często czekały na chętnych, i ciężko je było rozpędzić i wyhamować, o cofaniu nie mówiąc (wtedy też Moshe poszedł do Johnego i wybił mu ten pomysł z głowy).

Przez lata dodawano w ten sposób kolejne pasy. Pasów było coraz więcej, pojawiły się światła, policjanci, nadzorcy ruchu, itd. W końcu jednak nieprzekraczalnym problemem okazały się coraz większe korki - samochody musiały czekać coraz dłużej na wjazd na odpowiedni pas, i jak jeden się zepsuł, to objazd był bardzo kosztowny.

Ale to nie wszystko. Pojawili się motocykliści, którzy podjeżdżali i zabierali z samochodów różne rzeczy z siedzeń (a jeszcze częściej robili zdjęcia dowodów nieświadomych pasażerów i potem brali na nich kredyt). Ktoś zauważył też, że nad mostkami można latać, a z samochodów tego nie widać. Problemów było coraz więcej – doszły jakieś problemy z budową (mosty przypominały ogromne betonowe bestie, nad którymi unosiły się opary spalonego paliwa i łuna z tysiąca latarni), ciężarem, konserwacją, itp.

I wtedy przyszło Apple i stwierdziło, że łatwiej będzie zabierać samochody na drugą stronę małymi łódkami. Można je było kierować tam, gdzie były rzeczywiście potrzebne. Samochody nie musiały już stać w korkach i spalać cennego paliwa. Przeprawa była szybsza i bardziej ekonomiczna… a nawet udało się wstawić takie fajne ekrany, że komputery w autach nie potrafiły odróżnić łupinek od wielkich mostów.

I tyle. Pytanie dla chętnych – które punkty historii wskazałem? I pytanie dla reszty – w którym punkcie tej opowiastki znajduje się Polska?

Lubię to! Skomentuj1 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Technologie