15 obserwujących
59 notek
73k odsłony
  1269   3

Magia cyferek

92 GB. Tyle zapisałem na dysku SSD na jednej z maszyn przez trochę ponad 2 miesiące. Niewiele. Maszyna używana zwyczajnie do zwyczajnych celów, systemem jest odpowiednio skonfigurowane Ubuntu (wyłączony niepotrzebny log systemowy, przeniesiono pliki tymczasowe do RAM, itp.). Przyjmijmy średnio, że w tym konkretnym przypadku zapisywane jest 100 GB przez 2 miesiące, co daje 1TB na 20 miesięcy, i 10 TB na 200 miesięcy (a 200 miesięcy to ponad 16 lat). Dysk ma wartość parametru TBW określoną na 300 TB, co oznacza, że przy tym tempie zapisów powinien bezawaryjnie podziałać przynajmniej 6000 miesięcy, czyli 500 lat. Powiedziałbym, że jest to nierealne, i weźmy bardziej realną wartość - mniej więcej 16 lat temu ekscytowaliśmy się wejściem Polski do Unii Europejskiej... a co się zmieniło od tamtego czasu? Wszystko.

A jaki z tego wniosek? Parametr TBW jest na pewno ważny, ale czasem wychodzi na to, że nawet „słabsze” dyski będą działać wieczność (w przypadku dysków OEM w ogóle się o tym wskaźniku już nie wspomina). Wszystko na pewno zależy od systemu operacyjnego, ale nawet niezależnie od tego - spora część użytkowników będzie używać urządzenia aż się zepsuje (nie wiedząc nawet, że istnieje coś takiego jak skończona ilość zapisów), a potem je wymieni.

Robimy tak z tabletami, telefonami, dyskami przenośnymi, kartami pamięci i pendrive, coraz częściej również z komputerami. To ostatnie zdarza się w przypadku taniego sprzętu z wlutowanymi kościami eMMC, a ostatnio jest standardem w przypadku teoretycznie luksusowego sprzętu Apple.

W sumie te produkty z jednej strony ciężko sklasyfikować.

W zeszłym roku dostaliśmy maszyny 13,3 cala, w których właściwie wszystko było dobrze, oprócz portów (tylko dwa), wymienności dysku i RAM (obu brak). Urządzenia okazały się znacznie lepsze niż wiele obecnych na rynku laptopów x86, gdyż połączyły w jedno dużą wydajność, spore czasy pracy na baterii i stosunkowo cichą pracę (tzn. bezgłośną w przypadku modelu Air, i niewymagającą tak mocnej pracy wentylatora w przypadku modelu Pro jak w wariancie z Intelem). Do zalet dołączyło mruganie PWM przy jasności 50% i mniej, throttling w modelu Air (o wiele mniejszy niż w poprzednich generacjach, ale zawsze), planowane postarzanie i... brak danych o wytrzymałości dysku (któryś z blogerów snuł teorię, że można zapisywać nawet petabajty danych, ale…)

W roku obecnym modele 14 i 16 cali są szybsze w pracy wielowątkowej, troszkę lepiej wykonane, ale (przynajmniej wariant 14 cali) z PWM w całym zakresie... i notchem.

Na pewno we wszystkich opisanych modelach magia tkwi w cyferkach, i komputery mimo pewnych wad sprzedawały i będą sprzedawały się jak świeże bułeczki. Jeśli bowiem w procesorze jest aż 57 bilionów tranzystorów, albo działa on szybciej niż najszybsze jednostki Intela, to czy ktoś będzie się przejmował jakimś tam TBW?

W sumie ten przypadek to bardzo dobry materiał na dużą pracę psychologiczną pod tytułem „jak sprzedać produkt, żeby ludzie stracili zdrowy rozsądek” (o tym chyba można mówić, gdy ktoś dobrowolnie dopłaca 1000 PLN do 8 GB RAM czy 256 GB dysku SSD). Wiele ludzi uważało Steve Jobsa wręcz za boga, a przywiązanie do marki jest podobne do ekstazy religijnej - jeżeli tak można scharakteryzować markę premium, to Apple na pewno nią jest.

Magia cyferek działa na pewno tu bardzo mocno, tymczasem MacBooki nie są najlepsze na rynku w różnych kwestiach (tzn. stoją na podium w wielu kategoriach naraz, ale w określonych testach sromotnie przegrywają).

Podam tylko jeden przykład. L14 u mnie często chodzi na baterii grubo powyżej 30h (tzn. w internetach pisano o 32h, 26h, 20h czy 14h, a mnie czasami wychodzi nawet 36h), i jest to lepsze niż w jabłku. A do tego mam ekran bez śladów mrugania, wymienny dysk i rozszerzalny RAM. Macbook to nie jest, ale... w wymienionych kategoriach szach mat.

I która firma jest bardziej premium? Czy Apple, które podobno zarabia miliard dziennie, czy Clevo, które L14 zaprojektowało?

No i tu dochodzimy do pewnego dylematu. Kiedyś premium najczęściej oznaczało unikalność i wyjątkowość. Apple sprzedaje miliony urządzeń (te pojawiają się wszędzie), a komputerów od Clevo za bardzo nie widać na ulicach. Druga strona medalu jest taka, że Amerykanie dają wsparcie przez lata (cały ekosystem), a Tajwańczycy sprawy softwarowe potraktowali trochę po macoszemu (stąd pewnie w L14 nie mogę włączyć najgłębszych stanów energetycznych).

Czy tak czy inaczej, każdy pewnie będzie racjonalizował tu swój wybór. Tu znowu w grę wchodzą numerki - zwolennicy jabłka podniosą argument wysokich wyników w benchmarkach i ogromnej rozdzielczości ekranu, ja pewnie zwróciłbym uwagę na możliwość umieszczenia aż dwóch dysków (które są wymienne, i mogę je nabyć za relatywnie śmieszne pieniądze) i rozszerzenia RAM aż do 40 GB.

Lubię to! Skomentuj2 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Technologie