15 obserwujących
63 notki
75k odsłon
  653   2

Sprzedawcy szczęścia

Pamiętam, jak dawno temu (w latach 80-tych XX wieku) posiadanie ZX Spectrum czy innego 8-bitowego cudu było czymś wielkim, i do domu szczęśliwego właściciela lub, co lepsze, właścicielki ciągnęły całe pielgrzymki. Było to zaiste coś magicznego, gdy naciskało się jakiś klawisz, a na ekranie pojawiała się odpowiednia literka czy cyferka. Trzeba pamiętać, że w tamtym czasie wielkim luksusem była zwykła maszyna do pisania (oczywiście im bliżej końca komunizmu, tym łatwiej dostępna), a o modelach elektronicznych czy elektrycznych nikt nawet nie śmiał marzyć.

Od tamtego czasu wiele się zmieniło... jakiś czas znalazłem stronę „Computer latency: 1977-2017”, na której wskazano, że literki pojawiały się najszybciej w Apple 2e (30 ms), trochę wolniej w Thinkpadzie 13 z ChromeOS (70 ms), jeszcze wolniej w Macbooku Pro z 2014 roku (100 ms) czy Lenovo x1 Carbon z Windows na pokładzie (150 ms). Podanych przykładów znalazłem tam więcej, a wynikało z nich jedno - im nowszy system, tym wolniejsza reakcja na naszą akcję.

Ostatnio miałem taką sytuację - na maszynie z mocnym procesorem i5 (nie oszukujmy się - nawet słabe CPU obecnie są o wiele mocniejsze niż ich odpowiedniki sprzed 30, 20 czy nawet 10 lat) po napisaniu słowa widziałem je w edytorze dopiero po sekundzie. Było to niezwykle irytujące i objawiało się w edytorze LibreOffice pod Ubuntu (rozwiązaniem okazało się wyłączenie opcji anti-aliasingu).

Ciekawe jest to, że kupujemy coraz droższe i coraz bardziej cudowne maszyny, a one potrafią nas denerwować w tak istotnych kwestiach, jak wyświetlanie obrazu (mruganie, odbijanie wszystkiego z otoczenia, itp.), generowanie dźwięków czy właśnie wpisywanie tekstu, które to jest najbardziej podstawowym zadaniem od lat.

Sprzedawcy dwoją się i troją, przygotowują „promocje” (czyli z reguły podwyżkę cen i pokazanie, że są zmniejszone na poziom sprzed promocji) i obiecują, że nasze życie będzie coraz bardziej kolorowe, a wychodzi jak zawsze… i koniec końców otaczamy się maszynami, które oszukują nasze zmysły na wszelkie możliwe sposoby (taka jest poniekąd istota przetwarzania cyfrowego, gdzie dane analogowe po prostu się próbkuje), a do tego sami rezygnujemy z coraz lepszej jakości (pisałem o tym już kiedyś - NetFlix cały czas „optymalizuje” algorytmy, na YouTube pojawiają się filmiki o celowo obniżonej jakości z uwagi na prawa autorskie, i do tego tu i tam pojawią się informacje o mniejszym śladzie węglowym, gdy zmniejszymy bitrate).

Widać tu pewną schizofrenię.

Coraz droższe MacBooki? Fajne, ładne, ale mają PWM już w całym zakresie jasności (w modelu late 2020 do 50%)

Ekrany 120Hz? Czy ich głównym zadaniem nie jest oszukanie nas i udanie, że coś jest bardziej płynne? Czyli zamiast zmniejszenia latency mamy „poprawkę” w ostatnim punkcie łancucha.

Płyty główne? Mają być coraz tańsze, a to oznacza, że z czegoś trzeba rezygnować. Czy kodeki dźwiękowe nie są dobrym kandydatem i czy dawne Gravisy i Sound Blastery nie potrafiły generować lepszego jakościowo sprzętu?

I tak dostajemy swoje cyfrowe szczęście, które coraz bardziej nas uzależnia od siebie, i wymaga coraz częstszych zmian.

Ciekawe jest też to, jak bardzo trzeba uważać przy odsprzedaży takiego sprzętu. Jak wszyscy bowiem wiemy, pamięci półprzewodnikowe coraz częściej trudno wypiąć. To oznacza, że pewnym problemem może być takie wyczyszczenie urządzenia, żeby nikt po nas nie mógł nic z niego odczytać (ciekawe, że kiedyś DOS miał takie komendy jak undelete, a obecnie wszędzie udaje się, że usunięcie pliku to rzeczywiste wykasowanie jego zawartości, co jest oczywistą bzdurą).

Innym ciekawym tematem są tzw. outlety, gdzie za niższe pieniądze można nabyć sprzęt używany. Gdy dysk jest wymienny, to nie ma problemu. A gdy ktoś zapisał tam wiele TB? Czy można wtedy uznać, że obniżka na cenie rekompensuje taką utratę wartości? (jakoś nie widziałem sklepu, gdzie podawano by te informacje)

Swoją drogą, czy ktoś jeszcze pamięta system Windows Vista? Po nim pojawił się Windows 7, który miał poprawione tylko pewne elementy, a przy którym wszyscy zaczęli mówić, jaki to on był wspaniały. A czy był on Windowsem napisanym od nowa? Poprawiono tylko niektóre elementy związane choćby z szybkością operacji na dysku (nigdy nie dochodząc do tego poziomu, który był w Windows XP), i już... wszyscy byli tacy szczęśliwi.

Jeżeli mówimy o oprogramowaniu, to zauważmy, że taki YouTube wprowadza „innowację” pod tytułem „nie pokazujemy ilości łapek w dół”. Tym sposobem twórcy słabych lub zwyczajnie kłamliwych filmów mogli czuć się lepiej... a co dla nas to oznacza? Pozostawię to jako pytanie retoryczne.

Korporacja Google przez lata kojarzona była z zasadą „Don’t be evil”.

Jakiś czas temu miałem przyjemność konfigurowania od zera urządzenia z rodziny Pixel. Jest to jedna z tych konstrukcji, która powinna być najlepsza, najszybsza i najbardziej przyjemna dla użytkownika. Kolejne modele przez lata borykały się z różnymi usterkami, jednakże nie o tym chciałem napisać.

Fabryczna wersja aplikacji YouTube nie potrafiła się łączyć z serwisem. Oczywiście ją uaktualniłem, a tam okazało się, że nie można już wylogować się z konta Google (moim remedium na to jest oczywiście używanie Bromite - wspiera odtwarzanie dźwięku w tle, a dodatkowo nie ma reklam i problemów z prywatnością jak Chrome)

Pójdźmy dalej – w USA bez pytania instalowano ludziom aplikację przeciw COVID (o tym już wspominałem).

Kolejny przykład – gdy mamy zainstalowaną klawiaturę Google Keyboard i gdy w ustawieniach Android wybierzemy inny pakiet, to w pakiecie Google widzimy opcję do zmiany (ale ta znika, gdy przełączymy się na Google Keyboard właśnie).

Czyż nie jest to przykład ordynarnej manipulacji?

Wróćmy do Microsoft i np. takiego Excela. Microsoft w kolejnych wersjach obiecuje cuda, tymczasem arkusz od lat trapi podstawowy problem architektury, jakim jest automatyczna zmiana formatów danych. Załóżmy, że wpisujemy bardzo długą liczbę. Co się dzieje? Ano liczba może być zapisana z ostatnią cyfrą zamienioną na zero, albo w formacie wykładniczym. A jak mamy coś, co przypomina datę?

Takich przykładów można mnożyć, i dotyczą dosłownie wszystkiego. Producenci potrafią zmieniać reguły gry i np. usuwać opcje, zmieniać totalnie ich położenie czy wreszcie spowalniać całość.

To co? Idziemy na zakupy?

PS. Ciekawy jest też o opóźnieniu klawiatur, który znalazłem tutaj: https://danluu.com/keyboard-latency/

Lubię to! Skomentuj2 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Technologie