16 obserwujących
148 notek
183k odsłony
  852   0

Mnie ta wojna nie dotyczy…

Dzisiaj chciałbym napisać kilka słów z zupełnie innej strony. Będzie to celowo post/notka, w której troszkę zapomnę o ludzkich uczuciach, i przejdę do wyliczenia, jak wojna na Ukrainie może wpłynąć na przeciętnego człowieka w Polsce czy Europie (oczywiście potępiam napaść Rosji, niemniej jednak teraz chcę przedstawić coś innego).

I tak w Internecie mamy do czynienia z ogromną ilością fałszywych postów (nie są one tworzone przez chcących pomagać ludzi, ale również przez ogromne wyspecjalizowane w tym farmy „troli”). Daje się zauważyć obniżenie przepustowości sieci, jak również chwilowe problemy z działaniem niektórych stron (przykładowo sam zauważyłem, że Google dłużej akceptuje aplikacje do Google Play). Nowi użytkownicy mogą generować ruch szczególnie przy granicy, ale nie tylko (stąd dobrze jest chyba z powrotem polubić internet z kabla).

Jak różni mądrzy ludzie piszą, na Ukrainie wytwarzano pewne składniki potrzebne do produkcji układów scalonych, a gdy jest ich mniej na rynku, to ceny będą windowane w kosmos (zapotrzebowanie wzrośnie, gdyż układy są w broni, ale też będą potrzebne do zastąpienia tego, co zniszczono w domach, zakładach, pojazdach, itp.).

Pamiętajmy przy tym, że w ciężkich czasach towary bardziej poszukiwane będą… kradzione (może warto obejrzeć starszy telefon, który pewnie leży w szufladzie?).

Wzrost cen paliw (wynikający również ze spekulacji) wymusi w końcu wzrost cen wszystkiego (również usług kurierskich). Do tego dodajmy możliwe jakieś niewielkie przerwy w dostawie gazu czy energii elektrycznej (nie chcę pisać o masowym kupowaniu butli gazowych, ale może powerbank dobrze jest mieć?)… i może się okazać, że zaczniemy przypominać sobie stare metody na zaciskanie pasa.

Pomijając to – jeżeli mamy starego laptopa, to może teraz jest czas na zainstalowanie aktualnego systemu operacyjnego i przygotowanie całości chociaż do podstawowych zadań? I nie chcę w tym momencie mówić otwarcie o linuksie, ale w wielu wypadkach tak to chyba się skończy…

Do tego warto chyba zobaczyć, czy mamy chociaż jedną zapasową żarówkę, i jakieś tego typu rzeczy (chodzi o to, żeby ogólnie zrobić przegląd zapasów domowych, i zobaczyć, czy czegoś ewidentnie nie brakuje).

Ktoś mógłby powiedzieć, że przesadzam. Może i przesadzam, ale tu i tam już widać duże braki w ofercie różnych firm.

Co dalej?

Czy mamy w telefonie aktualną mapę w wersji offline? (ja np. używam darmowe Navmii, i nie chcę robić reklamy, ale jest to jakaś alternatywa do Google Maps). Czy mamy zainstalowane czytniki do popularnych formatów? Coś do otworzenia EPUB, PDF, czy plików Worda? (rzucę przykładami: Lithium, PocketBook, czy chiński WPS Office). A Tora na wypadek, gdybyśmy musieli bardziej anonimowo przeglądać sieć? Albo Signala? (i znów nie chodzi mi o reklamę, tylko bardziej o wskazanie kierunku)

Kolejny punkt dotyczy backupów – gdyby dzisiaj zabrakło internetu, to czy mielibyśmy dostęp do swoich plików?

Myślę, że tak można wymieniać w nieskończoność. Nie chcę tym postem wywoływać wrażenia niepewności czy paniki, wskazuję tylko na to, że siatka zależności, która gdzieś tam jest mocno zmieniana, może nas zaskoczyć na naprawdę wiele niespodziewanych sposobów. I warto zawczasu pomyśleć o tym i owym… Weźmy chociażby leki, które przyjmujemy – czy ktoś z nas myśli, że np. jutro mogą być wydawane w bardzo ograniczonych ilościach? A może ważność naszego dowodu osobistego kończy się za kilka miesięcy?

Lubię to! Skomentuj15 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Technologie