16 obserwujących
148 notek
183k odsłony
  1689   1

Kup pan magiczną ramkę i kabelek, czyli o przekrętach rekinów rynku (+bonus)

Dawno, dawno temu samochody były proste, i bardzo tolerancyjne na złą obsługę albo kiepskie płyny eksploatacyjne. Z czasem pojemności silników malały, moce rosły, a zawodność... najczęściej też (a czasem i zużycie paliwa). I mamy różnego rodzaju filtry, zawory, turbiny, itp.

To samo dzieje się w wielu innych dziedzinach, włączając w to IT. I tak można przypuszczać, że wraz z każdą kolejną generacją komputerów elementy będą szybsze, bardziej wydajne i niezawodne. Nie zawsze jest to prawda i wielokrotnie pisałem chociażby o (za) wysokich temperaturach, które powodują pracę jedynie z podstawowym zegarem albo szybszą degradację. Mamy czasem oczywiście chłodzenie wodne (a woda i elektronika się nie lubią), a czasem ogromne bloki miedzi (których producenci mówią wprost, że na czas transportu komputera mają być zdemontowane). Innym tematem są pamięci SSD, w których standardem stał się zapis 4 wartości na komórkę (a bodajże Toshiba testuje już 7, co oczywiście dodatkowo zmniejszy żywotność). Komponenty są integrowane, i niestety uszkodzenie nawet małego elementu powoduje konieczność wyrzucenia całości (mistrzem jest tutaj Apple). Przez lata potrafiliśmy dostawać też baterie, których gwarantowana żywotność to 100 cykli.

A kojarzy ktoś słynne pokazy garnków czy innych magicznych przedmiotów (np. czaszek po 800 PLN), dzięki którym nasze życie ma się diametralnie zmienić? I firmę Intel? Dzielnie walczą z AMD, ale poniekąd przyznają się do pewnych gorszych rozwiązań, które mają być gorsze do 2025.

Niebiescy jakiś czas temu wypuścili generację jedenastą, która oczywiście miała być najbardziej super na świecie. Cechą charakterystyczną ich procesorów desktopowych jest rozmiar. Wyznaczono pewne normy dla producentów płyt głównych i to, co obejmują gwarancję. I tu dochodzimy do tematu przedmiotów magicznych:

Nowe płyty główne (często za tysiące PLN) potrafią się wyginać. Ich producenci pewnie odsyłają tu do Intela, a ten rozkłada ręce, bo nie gwarantuje nic ponad pracę z zegarami bazowymi (czyli sytuacja jest taka, że ktoś nam może złożyć komputer za duże pieniądze, a ten działa z prędkością 2Ghz, bo brak jest dobrego styku chłodzenia z procesorem).

I tu dochodzimy do cudów - niektóre firmy oferują rameczki za 200 PLN (a inne za 30 PLN), które zastępują oryginalny element wokół CPU i usztywniają całość. Wyciąganie kasy od naiwnego? Zapraszam do testu z jednego portali, gdzie pokazano, że ma to sens.

Śmieszne? No to pośmiejmy się dalej. Topowe karty graficzne (zresztą jak i procesory) miały zżerać coraz mniej prądu (wiadomo, że proces wykonania lepszy), tymczasem jest dokładnie na odwrót. Wymyślono nowe wtyczki do ich zasilania, który ten prąd mają dostarczyć. Wtyczki są odpowiednio masywne, ale niektórzy producenci przewidują ich żywotność na 30 połączeń - powyżej tego mogą tracić połączenie albo... może zaiskrzyć.

I tak to się kręci - zamiast zdefiniować standard PC na nowo (inaczej rozłożyć komponenty, itp.), to mamy takie protezy. Wychodzi na to, że często i gęsto lepiej kupić komputer, w którym wszystkie elementy dobierał jeden producent. Np. taki (i nie jest to reklama, tylko bardziej pokazanie, że czas dużych skrzynek musi w końcu odejść):


Obecny rynek jest zacementowany, ale... można też spotkać zupełnie inne podejścia do techniki komputerowej, np. CPU z 80 rdzeniami ARM:

albo komputery typu NUC, które można włożyć w kadłubek (tu niestety Intel):


Lubię to! Skomentuj7 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Technologie