marcinw2 marcinw2
6071
BLOG

Kowalski nie potrzebuje już „pro”, czyli jak Apple wystrychnęło wszystkich na dudka.

marcinw2 marcinw2 Komputery Obserwuj temat Obserwuj notkę 5

3499 PLN za jeszcze szybszy komputer stacjonarny, na którym może nie zawsze pogramy, ale wszystko inne zrobimy lepiej niż u konkurencji. Jedyną wadą tego sprzętu jest brak monitora (do tego te nie od Apple mogą wymagać dziwnego skalowania), 8GB RAM i 256GB dysku o niewiadomej jakości, dodatkowo musimy założyć, że w pesymistycznym wariancie to cudo podziała dwa lata (czas rękojmi).

Kilka dni temu oglądałem wideo, na którym porównywano najnowsze Ryzeny do M1 i pokazywano, że nawet najnowsza wydajność AMD ma się nijak do tego, co firma z Cuppertino prezentowała już kilka lat temu:


Coś w tym jest – jeżeli będziemy mieć szczęście i nie dopadnie nas zaplanowana usterka (o ich tworzenie firma z jabłuszkiem podejrzewana jest zbyt często), to nawet podstawowy Mac Mini (czy Macbook Air) są wystarczające do typowych zadań.

Szach mach, panie i panowie!

Dożyliśmy czasów, że „najtańszy” sprzęt jest zbyt mocny do domu i nie ma co kupować urządzeń „pro”, jeżeli ich naprawdę nie potrzebujemy (nie, nie, MacBook Pro nie jest dla wszystkich).

Możemy wymieniać cenę sprzętu konkurencji i mówić, że ten bywa tańszy. Do tego dochodzi inna, może lepsza, platforma programowa (Windows czy coś innego), ewentualnie wymienny RAM czy dyski… i tyle (ja bym jeszcze dodał matowe ekrany, które są niezbędne dla części ludzkiej populacji).

I to wszystko. Doszliśmy do dojrzałego modelu, w którym możemy kupić podstawowy sprzęt, potraktować go jak długopis, i gdy się zepsuje, nabyć kolejny. Problemem jest tutaj oczywiście planowe postarzanie, natomiast zyskujemy to, że poszczególne elementy są zrównoważone i raczej dopasowane do siebie.

Konkurencja próbuje wykorzystać ten patent na wszelkie sposoby, ale są to próby nieporadne czy skazane na niepowodzenie, a nawet mocno irytujące.

I tak weźmy na przykład sprzedaż dysków OEM. Są wciskane z nowymi lapkami, a firmware dostarcza na stronach www producent całości (nie dysku). Teoretycznie wszystko jest jak trzeba, ale… nie dostajemy żadnej informacji o TBW, a same dyski dostępne są oddzielnie, wtedy jednak mają inny identyfikator. Kosztują one znacznie mniej w tym wydaniu, co budzi pytanie o marżę producenta, według niektórych mają kości o gorszej jakości, ale co gorsza, ich firmware ma irytujące błędy. Mówię tu np. o Samsungu PM9A1, który, choć jest kopią 980 Pro, natomiast ze starszą wersją oprogramowania potrafi mieć koszmarną prędkość zapisu (przykładowo: producent mówi o 5000 MB/s, a ludzie ledwo o kilkuset MB/s).

Czy sprzedawanie takich bubli bez wsparcia nie powinno być prawnie zakazane? (wprowadzenie takich przepisów wymusiłoby też pewne zmiany na Apple)

Żeby nie było wątpliwości: poprawki do PM9A1 istnieją, ale oficjalnie dostępne są jedynie wewnętrznie dla Samsunga i/lub może partnerów (użytkownikom nabitym w butelkę pozostaje szukanie i opieranie się na kopiach ściąganych z jakichś dziwnych stron, a jak wiadomo, nie ma nic lepszego jak być może zmodowany przez kogoś firmware, od którego zależy bezpieczeństwo danych)

To się dzieje nagminnie – na przykład Clevo nie daje żadnych uaktualnień Intel ME, tanie marki potrafią w serwisie kanibalizować części (dodatkowo usterkowość ich produktów jest legendarna), a nawet najwięksi potrafią mieć problem ze sterownikami czy BIOS (np. dzisiaj przeczytałem o Dellu, który w różnych modelach Vostro przestał poprawnie wspierać TPM, nomen omen wymagany przez Windows 11).


Temat dysków jest w ogóle bardzo ciekawy – przykładowo producenci tworzą co i rusz nowe konstrukcje, ale ich trwałość jest coraz gorsza (dlatego też chciałbym przetestować Transcenda 220S, który w wersji 2TB jest co najmniej połowę tańszy niż Samsung 980 Pro, oferuje osiągi mniej więcej na poziomie Samsunga 960 Pro, ale potrafi zapisać 4,4 PTB).

Inną sprawą jest to, że producenci różnych komponentów (np. płyt głównych czy laptopów) często blokują bardziej zaawansowane funkcje i wszystko działa na średnio optymalnych opcjach, a do tego (również z uwagi na sam standard NVME czy działania Microsoft) w nowym sprzęcie / systemach operacyjnych nie ma możliwości dokładnego ustawienia sposobu działania oszczędzania energii.

Czy nie powinno być tak, że każdy nowy produkt musi być lepszy od poprzedniego? I czy w sklepach nie ma za dużego wyboru albo za dużo wyprodukowanych egzemplarzy?

Brak presji na producentach wywołuje zastój, a nawet regres. I tak np. dyski OEM Samsunga PM9A3 nie są dostępne w wersji 2TB, podobnie było przy przejściu z serii 960 Pro na 970 Pro (zmiana rodzaju kości) czy wprowadzeniu dysków bez DRAM (mogą być wydajnościowo problematyczne szczególnie przy kieszeniach USB).

Korporacje poniekąd same przyznają, że cena niektórych produktów jest delikatnie mówiąc przesadzona – np. Spidersweb ostatnio ekscytował się tym, że komputer za 220 000 PLN przy odsprzedaży został wyceniony na 4000 PLN.

Firmy w większości wracają do stanu sprzed COVID, zyski maleją, a brak nowych ekscytujących zastosowań powoduje brak konieczności inwestowania w sprzęt czy oprogramowanie (do tego zmiany coraz częściej widoczne są tylko na papierze).

Korporacje przez to zwalniają (Microsoft, Google i inni to pewnie początek) i tworzą taką samą patologiczną sytuację jak linie lotnicze (za rok czy dwa trzeba będzie znowu zatrudniać i przyuczać nowych pracowników albo jeszcze bardziej opierać się na tanich krajach), z drugiej strony mamy próby przezwyciężenia patowej sytuacji i np. prototyp karty rozszerzeń do jednej z płyt AsRock, która zamienia chipset (z B650 robi X670), albo koncept laptopa Dell, który nie potrzebuje żadnych śrubek.

I właśnie z uwagi na całą sytuację nawet podstawowe rozwiązania Apple wydają się być idealne – producent zapewnia wszystko (nie trzeba się bawić w kompatybilność), a sprzęt ma wyspecjalizowane moduły do różnych zadań (chociażby do tak zwanej sztucznej inteligencji), co też minimalizuje zużycie energii (na to będzie nacisk w kolejnych latach, i tego obecny sprzęt x86 zbyt mocno nie zapewnia).

W tej sytuacji poniekąd nie rozumiem narzekań na cenę Macbooka pro.

PS. Firma poniekąd tylko przesunęła w czasie zmierzenie się z problemami branży - po wymianie sprzętu przez wszystkich użytkowników na co najmniej M1, coraz ciężej będzie sprzedać coś nowego, a portale branżowe już teraz zaczynają mówić, że M1 ma o wiele lepszy stosunek jakości do ceny niż następcy.

marcinw2
O mnie marcinw2

Pisał m.in. dla Chipa, Linux+, Benchmarka, SpidersWeb i DobrychProgramów (więcej na mwiacek.com). Twórca aplikacji (koder i tester). Niepoprawny optymista i entuzjasta technologii. Nie zna słów "to trudne", tylko zawsze pyta "na kiedy?".

Nowości od blogera

Komentarze

Inne tematy w dziale Technologie