Zaglądam tu coraz rzadziej. Skoro kilka razy z rzędu w sporych odstępach czasu przegląda się zapaćkaną przez paciorkowce stronę główną nie znajdując ani jednego tekstu, który chciałoby się otworzyć i przeczytać... Blogów w piwnicy też już prawie nie ma.
Dlaczego więc piszę? W spamie ugrzęzły powiadomienia z poczty o nowych wiadomościach, z pytaniami kiedy odniosę się do wydanego ostatnio Dzieła. Przeczytałem je dopiero dziś, więc odpowiem więc nieco szerzej tą drogą.
Przyznaję od razu, informacja o ukazaniu się "Znici..." mi umknęła. Ale też, z powodów które zaraz wyłuszczę nie będę się spieszył z lekturą i uwagami. XIX wiek to nie moja specjalizacja ani ulubiona epoka. Jeśli upubliczniona książka Pana K. jest coś warta, doczeka się zapewne kompetentnego omówienia czy polemik osób lepiej obeznanych z tematyką. Jako autor kilku recenzji, zamówionych i drukowanych w periodykach naukowych dobrze wiem, ile czasu i pracy należy poświęcić na solidne i udokumentowane ustosunkowanie się do cudzego tekstu. Aktualnie zwłaszcza czasu nie mam w nadmiarze.
Ale jest i inny powód. Dzieło, do którego sie w ten sposób odnoszę, zdaje się być w gorszej sytuacji od Ludzkości - obciążają je aż dwa grzechy pierworodne. Ujawnienie pierwszego, do którego upoważniają uprzednie polemiki z Autorem, nie jest trudne. To przyjęcie z góry założonych tez opartych o... przyjmijmy, że poglądy, do których dobiera się wybrane fragmenty podstaw źródłowych. Przykrywanie ich organicznikowskimi frazesami było do tej pory zabiegiem mało przekonującym.
Drugi, otwarcie deklarowany, jest jeszcze cięższy. Założenie oparcia się jedynie o materiały drukowane do końca XIX wieku. Czyli takie, od których piszących dzieliło nie więcej czasu, niż nas od II RP, PRL-u, a nawet początków obecnej formy państwowości. Zaangażowanie twórcy rzecz szlachetna i cenna, ale by z pożytkiem dla prawdy wykorzystywać tego typu źródła należy podchodzić do nich krytycznie, a nie bałwochwalczo. W dyskusji pod jednym z moich tekstów Pan K. nabił sobie guza w kwestii prasy Królestwa Kongresowego oraz wielotomowej biografii Aleksandra Wielopolskiego Henryka Lisickiego (1877-78). Tekstu niewątpliwie cennego i nie do pominięcia w poważnej kwerendzie dla okresu porozbiorowego, z którego nie sposób jednak sensownie korzystać nie pamiętając o tym, że ma sie do czynienia z zaangażowaną, polityczną publicystyką tych czasów. To tak, jakby bezkrytycznie, bez filtru i odrobiny sceptycyzmu w pisaniu historii ostatnich dekad brać za podstawę "Szczerze" Donalda Franciszka, czy inny "Alfabet Kaczyńskich".
Zorientowanemu nietrudno skonstatować, że przyjęcie cezury circa 1899 jest dla podtrzymania tezy szczególnie wygodne - zrozumiałą , i w swoim czasie i miejscu zdrową poklęskową reakcją na 1863 rok był literacki pozytywizm i historyczna szkoła krakowska, budująca się na obrazoburczej nieraz, surowej krytyce ojczystych dziejów. A zwłaszcza nurtu niepodległościowego. Życie także wtedy nie stało jednak w miejscu. Po 1900 roku widoczna jest historiograficzna korekta, ważąca słowo i bliżej docierająca so sedna prawdy. Stanisław Zakrzewski, Stanisław Kętrzyński Adam Szelągowski, Szymon Askenazy, Wacław Sobieski, Marian Kukiel. Nieprzypadkowo wymieniam te kilka wielkich nazwisk polskich historyków pokolenia, dla którego życiową kulminacją był rok 1918 - a nikt z wymienionych od zaangażowania wykraczającego poza sprawy ściśle zawodowe się nie uchylał.
Każda dziedzina wiedzy ludzkości rozwija się i rośnie kumulując osiągnięcia i ustalenia poprzedników. Ignorowanie a priori ustaleń badaczy działających w poprzednich 125 latach, z których wielu mogło - zwłaszcza od czasów po I wojnie światowej korzystać z niedostępnych wcześniej archiwaliów upadłych imperiów, oraz akt ujawnianych sukcesywnie z upływem czasu można zilustrować jak postawę konstruktora lotniczego, który ogłasza Anno 2026 budowę nowej, wspaniałej maszyny odrzucając jednakowoż wszystkie ustalenia w branży, dokonanie po śmierci Orville i Wilbura Wrigtów. Można? Można. Ale kto zechce wsiąść do takiej konstrukcji i polecieć? Toteż z lekturą szczególnie spieszyć się nie zamierzam.



Komentarze
Pokaż komentarze (20)