Tak sobie czytam o coraz bardziej przybierających na sile sporach najtęższych głów
w świecie nauki, dotyczących przesławnej smoleńskiej brzozy (ciekawe, co na to systematycy? Jakoś wyróżnią gatunek?). Powstają symulacje, kontrsymulacje, obliczenia, wyliczenia, wykresy coraz bardziej szczegółowe... Tylko patrzeć, jak dojdzie do rękoczynów wśród zwolenników i przeciwników kolejnych teorii. Wszystko wskazuje na to, że konflikt może mieć zasięg globalny.
Ja wobec wszystkich tych teorii i wyliczanek jestem bardzo sceptyczna. Myślę, że nikt nie jest w stanie w najbardziej nawet szczegółowych wyliczeniach uwzględnić wszystkich czynników, w tym zupełnie banalnych, a niemożliwych do ustalenia.
Pewnego razu zdarzyła mi się taka, dająca wiele do myślenia, historia:
Było to w czasach, gdy panowała moda na naczynia z nietłukacego się szkła. Ja także byłam szczęśliwą posiadaczką takiego serwisu - oryginalnego, przywiezionego
z Francji, Duralexu. Trzymałam go w wiszącej szafce. Kiedyś piętro niżej prowadzono poważny remont pomieszczenia, z kuciem, waleniem w ściany, itp. Bywa. :D
Nie pomyślałam o tym, żeby pozabezpieczać moje wiszące, wypełnione dobrem wszelakim, szafki - i stało się! Jedna spadła. Akurat ta z rzeczonym serwisem...
Co firma, to firma: nie potłukło się nic!
OPRÓCZ JEDNEGO TALERZA, który się rozpadł w drobny mak...
Czy ktoś zechciałby zrobić symulację zdarzenia? Zapraszam. :)


Komentarze
Pokaż komentarze (112)