Stowarzyszenie “Contra in Vitro” (znane też z Marszów dla Życia i Rodziny) domaga się przestrzegania Instrukcji Kongregacji Nauki Wiary “Dignitas personae” (zawierającej deklarację, że podstawowym obowiązkiem Kościoła jest afirmacja wartości człowieczeństwa i godności osoby ludzkiej od chwili poczęcia, poprzez wszystkie fazy życia, aż do naturalnej śmierci) i toczy zażarty bój o embriony, tworzone w procesie zapłodnienia pozaustrojowego.
Co jednak ze skutecznym zapłodnieniem tradycyjnym?
Oto wyszło na jaw, że 24 lutego 2011 r. na poznańskiej plebanii miał miejsce finał aktu prokreacji, w wyniku którego mieszkająca z księdzem, poznana podczas rekolekcji młoda kobieta powiła tamtejszemu wikariuszowi syna.
Nie byłoby w tym niczego sensacyjnego - ostatecznie mało który ksiądz jest rzeczywiście bezdzietny (a jeśli nawet, to najczęściej dlatego, że jest zainteresowany przedstawicielami własnej płci lub osobnikami żeńskimi tak młodymi, że święty ów akt potomstwem nie owocuje). Smak całej sprawie nadaje stosunek księdza (przedstawiciela Kościoła Katolickiego, przecież) do własnego dziecka poczętego: gdy zaczął się poród, ksiądz umieścił kochankę w łóżku, a sam w innym pokoju słuchał muzyki. Przez słuchawki, żeby obcowania z wysoką kulturą nie zakłócały mu trywialne krzyki rodzącej. Później zasnął. Obudziły go jęki kobiety, która krwawiła i prosiła o wezwanie karetki. Zignorował to. Dziecko okazało się być martwe...
Sprawę badała poznańska prokuratura. Powołany biegły najpierw stwierdził, że warunki, w jakich odbywał się poród, stanowiły bezpośrednie zagrożenie dla życia zarówno dziecka, jak i jego matki, później jednak zmienił zdanie i uznał, że w szpitalu dziecko też raczej by nie przeżyło ze względu na węzeł pępowiny.
O przebiegu ciąży niczego właściwie nie wiadomo: przyszła matka była u lekarza tylko raz, na początku ciąży.
Prokuratura sprawę umorzyła. Niezwykle dyskretnie wydarzenie potraktowała zarówno policja, jak i prokuratura, o poznańskiej Kurii nie wspominając.
Ksiądz został wysłany na Ukrainę.
To jak to jest? Czym się różni (na niekorzyść) dojrzały do przyjścia na świat płód od embrionu? Po czym poznajemy, godność której "osoby ludzkiej" jest warta świeczki, a która nie warta ogarka?
Źródło:



Komentarze
Pokaż komentarze (85)