Od wczoraj rodactwo© obnosi się z nową zdobyczą: podobno generał Ścibor-Rylski współpracował z socjalistyczną bezpieką. Rozlega się radosne wycie pt. "No tak! Właśnie tacy popierają Platformę!!!"
No cóż... Jeżeli to prawda, możemy rozmyślać nad tym - abstrahując od motywacji - jak się dziwnie ludzkie losy plotą, czyniąc z wczorajszego bohatera dzisiejszego anty-bohatera...
Wiele jest sytuacji, mogących wzbudzać dylematy etyczne: czy to, co się robi później, unieważnia wszystko zrobione wcześniej? A odwrotnie: co, jeśli renegat nagle wykaże się bezprzykładnym poświęceniem dla dobra wspólnego?
Czy jeśli się najpierw bohatersko walczyło z jednym okupantem, stawiając na szali własne życie, a później współpracowało z innym, to przestaje się to bohaterstwo liczyć?
Na przykład: czy to, jak Polacy postrzegają postać generała Jaruzelskiego, usprawiedliwia pomijanie faktu, że przeszedł on cały szlak bojowy w czasie ostatniej wojny, zdobywając Medal za Zdobycie Berlina, a rodzina Jaruzelskich "ma w sobie" co najmniej trzy pokolenia Sybiraków? Prezydent RP, który w 2006 r. odznaczył generała Jaruzelskiego Krzyżem Zesłańców Sybiru, później oświadczył, że stało się to przez pomyłkę...
Czy to, że na Bramie Brandenburskiej zawisła radziecka flaga (a przy niej polska!), unieważnia akt zakończenia II wojny światowej, albo go deprecjonuje?
Czy napisanie - pod polityczną presją - panegiryku na cześć aktualnej władzy, przekreśla cały dorobek literacki autora, nawet jeśli później się z afirmacji wycofa?
A co, gdyby zaczął pisać hymny pochwalne na cześć tych, którzy go potępili? Zmyje zmazę?
Kiedy bohater spada z piedestału? I czy - jeśli spada - to razem ze swoim bohaterstwem, czy może spada sam, a jego bohaterskie czyny na piedestale pozostają?
Co o tym myślicie?
Nie wiem dlaczego, jakoś mi przyszła na myśl taka - zapisana w moim dziecięcym pamiętniku - fraza:
"Gdy wielkość duszy w całym chcesz wykazać blasku,
Pisz dary na marmurze, a krzywdy na piasku!"
[Stanisław Krasiński]


Komentarze
Pokaż komentarze (42)