Czy ktoś pamięta, jaką mamy dziś rocznicę? :)
No... ???
13 sierpnia 2007 roku Jarosław Kaczyński wygłosił orędzie do narodu. Oznajmił w nim: "- Przestała funkcjonować koalicja. Dziś ostatecznie rozstaliśmy się z naszymi dotychczasowymi sojusznikami. Powołany został nowy skład rządu. Przed nami wybory ".
Bezpośrednim powodem była tzw. "afera gruntowa", z liderem Samoobrony, wicepremierem i ministrem rolnictwa Andrzejem Lepperem w roli głównej, ale konflikt narastał od dawna. Jarosław Kaczyński, który - chcąc mieć sejmową większość - wszedł w "niesmaczny" sojusz z LPR i SO, próbował szefów tych partii zdominować i podporządkować sobie, korzystając ze sprawdzonych metod: przy pomocy "haków". Autentycznych, lub sfingowanych - kto dzisiaj dojdzie?
Nowe wybory były koniecznością. Rząd nie mógł liczyć na większość: ok. 170 głosów PiS-u i drobnica, jak Prawica Rzeczpospolitej, to zbyt mało na sprawne funkcjonowanie, nawet ze "swoim" prezydentem. Rozwiązanie Sejmu przegłosowano 7 września: "za" było 377 posłów, przeciw - 54. Prezydent Lech Kaczyński wyznaczył wybory na 21 października. Nie był to szczególnie dobry moment: sondaże bezlitośnie wykazywały przewagę PO, a żadna z liczących się partii nie życzyła sobie jakichkolwiek aliansów z PiS-em, który wizerunkowo przedstawiał się fatalnie... Na co liczył Jarosław Kaczyński? Demagogiczne obrzydzanie konkurentów i powoływanie się na koniunkturę gospodarczą, wielkich rzesz wyborców przysporzyć nie mogło, ale - z drugiej strony - rząd mniejszościowy na dłuższą metę byłby drogą ku nicości. Postawił więc wszystko na jedną kartę i ... przegrał. Tzn. - przepraszam!!! Odniósł pierwszą moralną wiktorię - zapowiedź kolejnych! :)
Wróble na dachu ćwierkają, że nie bez znaczenia było odrzucenie przez PKW sprawozdania finansowego partii za 2006 r. PiS mógł się odwołać do Sądu Najwyższego, ale w razie przegranej straciłby środki pozwalajace na działalność. To wielkie ryzyko, z którego można było się wywinąć sprytnym "mykiem": nowymi wyborami, anulowałyby bowiem karę i nie przeszłaby ona na następną kadencję. To właśnie sugerował Roman Giertych, wykrzykując z sejmowej mównicy : "Wszyscy wiemy, jak jest. Postanowiliście pójść na wybory dlatego, że PKW odrzuciła wasze sprawozdanie i straciliście 65 mln zł. Postanowiliście zaryzykować władzę dla kasy".
Końcówka orędzia z 13 sierpnia 2007 r. brzmiała: "- Wierzę, że także po wyborach mój rząd będzie mógł kontynuować swoją misję". Niestety - elektorat optymizmu Prezesa nie podzielił...
Na podstawie:



Komentarze
Pokaż komentarze (65)