Od wczoraj z niedowierzaniem obserwuję, jak się tu różne "tęgie głowy" zachłystują "czterema tonami trotylu", jakimi ponoć dysponował nasz rodzimy naśladowca niejakiego Breivika. Przy czym jedni pękają ze śmiechu, inni się kulą ze zgrozy... I jakoś mi głupio, że ja, prosta blogerka o wykształceniu w dziedzinie dalekiej od wszelkiego rodzaju eksplozji, rozumiem coś, czego zdają się nie pojmować "salonowi" specjaliści od wykładni wszelakich wydarzeń: owe odmieniane przez wszystkie przypadki 4 tony nie dotyczą wagi zgromadzonych przez zamachowca in spe środków wybuchowych, a siły potencjalnego wybuchu. Mówiąc najprościej...
Przykład: Największa dotychczas wywołana eksplozja bomby wodorowej (tzw. Царь-бомба) miała siłę wybuchu oszacowaną na 50-58 megaton, natomiast jej waga wynosiła 27 ton.
Uwidoczniłam różnicę? :)
Suplement dla najbardziej opornych:
Skąd powzięliście wiedzę o tym, że u zamachowca znaleziono 4 tony środków wybuchowych i skąd wiadomo, że był to trotyl?
Pytanie jest retoryczne i służy do zainicjowania procesów myślowych.
Z tego, czego dowiedziałam się do tej pory ja, wynika, że znaleziono jakieś materiały wybuchowe, które - gdyby ich użyto - wybuchłyby z domniemaną siłą 4 ton trotylu.
Czy teraz widać różnicę?
Oficjalny komunikat nic o żadnych 4 tonach trotylu nie wspomina.


Komentarze
Pokaż komentarze (174)