Inni
nie jesteśmy sami w świecie
nasi bracia zwierzęta
nasze siostry ptaki
— w dzień stworzenia spóźniły się
pozostały kiedy odpełzaliśmy
podczas kiedy tłumy na krawędzi równin solnych,
podczas rozdawania rąk
one ścigały swe ogony albo wąchały sobie dupy
— kiedy stwórca morza i ziemi
doszukiwał się ich dusz
ryk rozlegał się wśród drzew
Kiedy rozdawano zdobycze
i patrzono głęboko w stworzeń oczy
one odpowiadały niechętnie
i nie mogły znieść tego wzroku
Przy nazywaniu rzeczy, wiemy
że ćwierkały i syczały i warczały
i udawały się w pogoń za wiatrami świata
— kiedy umierały, ich rozproszone kości
nie dostały się do Ziemi Świętej
Nieświadomi tego czym nie są
Ciemni o tym co istnieje
wspomnienie po nich zostało stracone jak Eden
ich gniew jak obawa
II
żeby iść ścieżką leśną
i żeby nie zastanowić się
"czy nie byłem tu już kiedyś —"
lub nie rozpoznać tego dziwnego kamienia
który przywędrował na gapę w teraźniejszość z lodowcem
z ostatniej lodowej ery
kamień przypominający im coś innego
i rozpoczynający cały szereg wspomnień
albo spójrz na stokrotkę co jak oko dnia
deja vu w etymologicznych ciemnościach
— ale skąd wiemy?
Być może renifery rogate w anteny
w ich setkach tysięcy
stały na jakiejś odwiecznej plaży
niedaleko Jeziora Wielkiego Niedźwiedzia wsłuchiwając się
w muzykę z Nebuli Raka
resztkę po Supernowej
w reniferzej fantazji
— albo arktyczny wilk śledzący
przez swe geny wstecz aż do Genezy
za Wilkboga straszliwym obliczem
— chociażby jelenia miękkie bezwładne spojrzenie
przed śmiercią
przymyka tę chwilę na czas kiedy my umrzemy
i dalekie odległe oko znikąd
zerka z instynktownym niesmakiem
w nasze krótkie życia
Al Purdy
tłumaczenie: Mike Cygalski



Komentarze
Pokaż komentarze (42)