[...] Szaleni przyjaciele moi
Tak nieuważni nieroztropni
Tak zawiedzeni w swych nadziejach
Że aż się o nich serce boi
Pośród wygodnej Europy
W której tak mało się ostoi [...] *)
Wczoraj otrzymałam w prezencie obraz. Bardzo niezwykły. Niezwykły nie tylko dlatego, że się poczułam niezwykle zaskoczona, nie dlatego nawet, że stanowił oryginalną formę wyrażenia całej gamy pozytywnych emocji, ale przede wszystkim dlatego, że mnie... zaczarował. Tak, nie "oczarował", a "zaczarował"! Schwytał mnie w swoją mglistą, nierealną atmosferę. Porównywalną z tą, jaką można odnaleźć w wierszu Tuwima:
O, smętne, śnieżne, nevermore!
Dni utracone, ukochane!
Widzę cię znów w Café du Nord
W mroźny, mglisty poranek.
Strach, słodki strach od stóp do głów,
Dygot błękitnych, czułych nerwów,
I sen był znów, i list był znów:
Mgła legendarnych perfum.
Lecz nie ma mnie i nie ma mnie,
I nigdy w życiu mnie nie będzie.
Zostanę w liście, zostanę w śnie,
W tkliwej, śnieżnej legendzie.
Nic o tym nie wiesz. Czekasz, drżąc.
Dzień sennie sypie się i szepce.
Ach, serce moje i młodość mą
W srebrnej nosisz torebce.
Wczoraj? A co to było? Tak:
Carmen, kareta, wino, walce...
Mignęło w oczach. Nie - to ptak,
Wyszyty na woalce.
Pusto i ciepło w tym Café.
Zima się w oknie szronem perli.
Nie przyjdę. Idź. Nie spotkasz mnie.
...Wielki, wielki jest Berlin.
Pięknie wyśpiewał to Leszek Długosz:
Dziękuję Wam, Szaleni Moi Przyjaciele!
*) Fragment wiersza Artura Międzyrzeckiego "Szaleni moi przyjaciele".
Bardzo mnie interesuje, jakie skojarzenia budzi ten obraz u innych. :)



Komentarze
Pokaż komentarze (84)