Podnoszę do ust szklankę i w tej samej sekundzie
Myślę o kilku rzeczach naraz.
Nim przełknę herbatę zadam pytanie
O wszystko, czego się obawiam.
O słuszność każdej decyzji,
O los, przeznaczenie,
O następną chwilę, która jest przede mną,
O to czy dobrze zrobiłem, że,
A jeśli nie, to jak postąpiłem, skoro jednak źle.
Pyszna ta herbata, krystalicznie czysta woda,
Upajam się jej smakiem, tylko szkoda,
Że ciągle myślę, a z każdą kolejną chwilą w umyśle
Pojawia się nowa wątpliwość i jakaś taka dziwna chciwość.
Chcę zyskać pewność, nie wątpić i nie mieć wątpliwości,
Staję się chciwy na szczęście, żądam go więcej i więcej.
Odrzucam obawy, odrzucam lęki, rozterki.
Odganiam od siebie wszystkie te smutne zagadki,
Których i tak nie zdołam rozgryźć,
Spieszy mi się coraz bardziej, przyspieszam.
Dopijam herbatę i wierzę, że czas pozwoli mi kiedyś zwolnić,
Choćby raz i że to tempo szalone, sobie narzucone
Wytrzymam, przejdę przez wszystkie sprawy
A na koniec, gdy dogonię spokój, tak trochę dla zabawy
Wspomnę sobie tę szklankę z herbatą i te pytania,
które mnie gnębiły, a które gnębić przestały.
Niezmącone niczym myśli będą biegać swobodnie
Po wygodnych zakątkach mojej głowy
I znów jakiś pomysł nowy zajmie najlepsze w niej miejsce,
Ku uciesze serca, tylko kiedy to będzie?
Mam nadzieję, że szybko, bo herbata już stygnie, już zimna.



Komentarze
Pokaż komentarze (1)