Gruchnęła wiadomość, ni stąd ni zowąd. Zatrzęsły się w posadach media elektroniczne. Zatrzęsły się tęgie głowy panów ekonomistów i polityków wszelkiej maści. oto rosyjski niedźwiedź machnął przed nosem polskiemu orłowi. Ten jednak uchylił się i uniknął ciosu. Czy aby na pewno?
Rosja potęgą jest i basta. Wątpimy, proszę bardzo. Śmiejemy się? Śmiejmy się dalej. Jednak fakty są nieuniknione. To my sami ofiarowaliśmy Moskwie niezawisłość i wiarę we własne siły. Nie udało się utrzymać Rosjki w ryzach w XVII stuleciu? To mamy. Nie udało się ustanowić wolnej Ukrainy w 1920? To mamy za swoje. I choć Richard Pipes ma rację twierdząc, że Rosja ma dość wewnętrznych problemów, by zarzucić politykę imperialistyczną, która nie jest jej przeznaczeniem, to jednak wg mnie tego nie zrobi. Z jednego prostego powodu. Ona karmi się i chełpi swoją potencjalną, mniej czy bardziej wyimaginowaną potęgą. Bez poczucia wyższości żyć nie może. Musi sobie na każdym kroku udowadniać, że jest potężna. Czy takie postepowanie jest normalne? Niestety nie. Postępowanie Rosji to objaw schizofrenii politycznej, która w dodatku zdaje się być dziedziczona z pokolenia na pokolenie. Mało tego, to objaw kompleksu, choć trzeba przyznać, że nie każdy ma możliwość leczenia własnych komoleksów za pomoca rządów twardej ręki. Bo też nie każdy ma zapas gazu i ropy naftowej na kolejne 150 lat. Niestety ulubioną ofiarą rosyjskiego potworka jesteśmy my. Nie w sensie narodu, ale w sensie państwa, pewnej struktury przekonań, która broniąc własnej niezależności wydaje się być niewygodnym kamyczkiem w drodze Rosji na jej szczyt sławy i hegemonii. Wracając jednak do sedna problemu i schodząc z poziomu pompatycznej retoryki muszę zauważyć, że rosyjski styl politycznego bycia to połączenie azjatyckiej satrapii i europejskiego absolutyzmu. I nie zmieni tego nic, no może za wyjątkiem katastrofy na miarę spadającego meteorytu lub III wojny światowej. Nie życząc jednak ani jednego, ani drugiego mam nadzieję, że nim zagłada świata nastąpi, my nauczymy się w końcu doceniać nasz kapitał, ten polski, wprawdzie szczątkowy, ale jeszcze istniejący. I niezależnie, czy wartościowy zakład przemysłowy wywodzi się z tradycji COP z II RP czy PRL, to przynajmniej będziemy szanować swoją tożsamość i obronimy ją przed zakusami źle nam życzących polityków rządzących w niektórych krajach świata. Putinokracja trwa. Przykład prowadzenia tej mafijnej polityki względem polskich zakładów azotowych przypomina, że w pewnych kręgach szuka się każdej okazji do tego, by narazić państwo na gospodarczy upadek lub przynajmniej ekonomiczną agonię. To już jedynie krok od pełnego upadku organizmu państwowego, który staje się wówczas marionetką polityczną w rękach obcych sił. Sterowany tak twór mimo fasady niezależności może próbować kryć się za każdą możliwą nazwą, jednak tak naprawdę będzie jedynie strukturalną wydmuszką, w której resztka obywateli, którzy nie zdecydowali sie na emigrację, będzie świadkiem ostatecznej zagłady państwa i to bez jednego nawet armatniego wystrzału. Czyż zamykane szkoły nie są przy tym wszystkim jedynie drobnym i nic nie znaczącym elementem układanki, w której liczy się to, by jak najwięcej wyrwać dla siebie, zanim czas stanie w miejscu i wszystko się skończy?


Komentarze
Pokaż komentarze (3)