Na czterolistnej koniczynie, co splendor cały swój straciła,
gromadzi gnój się i zepsucie, a także małość pojawiła.
Pole przekrętów i prywaty, każdy swój pług prowadzi krzywo,
za chwilę stracą równowagę, aż Polsce przykro się zrobiło.
Tradycja ginie niczym stonka, lecz ta się trzyma pola dzielnie,
bo gdy korupcja się rozwija, na mszy niedzielnej jest piekielnie.
Nikt nie drży, bo nikt nie wypomni tych grzechów ciężkich przemyślanych,
kto niby miałby to uczynić, czyż w tym interes zakłamanych?
Z wielką ochotą i radością, zbyt łatwo chyba to przychodzi,
bo szambo długo się rozlewa i nowa fala już nadchodzi.
Czy ktoś zatrzyma tę lawinę, którą opryszki wywołują,
te same, które patetycznie hasłami państwa wciąż szermują.
Przed kamerami występują i pod krawatem wtedy stoją,
cieszą się w myślach, że za chwilę znów nowy kraju szmat wydoją.
Ten brak skrupułów, pewność siebie, wiara we własne zło czynione
to nas normalnych tak przeraża, że aż wydaje się szalone.
Wyzutym trzeba być z etyki i złym na wskroś karłem moralnym,
żałosnym zostać podczłowiekiem, hołdując celom jakże marnym.
Kraść, bawić ciągle się do syta, bez żalu i zastanowienia,
z premedytacją niszczyć wszystko, co jeszcze jest tu do zniszczenia.
Bo w Polsce trzeba zrobić sporo, a nawet chyba całkiem wiele,
by nigdy więcej już nie kradli partyjni z Sejmu przyjaciele.
By trybunały, sądy wszystkie nie tylko z nazwy to sprawiały,
by tych cwaniaków razem, wszystkich, wreszcie na miejsce odesłały.
Dziś w PSLu mały płomień ugasić strażak z rządu raczy.
Kolejny pożar Polskę strawi. Czas wreszcie znaleźć podpalaczy!


Komentarze
Pokaż komentarze