Nie wiem kto podpowiedział PO najnowszą „sztuczkę PRowską”, ale musiał to być dobrze zakonspirowany kaczystowski agent. Otóż, pomysł, żeby wywoływać ograniczone społeczne niepokoje, po to by pokazać siłę i zdecydowanie „władzy”, a przy okazji rozładowywać napięcie społeczne to pomysł równie dobry jak gaszenie ognia benzyną.
Po pierwsze, nie zgadzam się z większością komentatorów piszących, iż władza przekroczyła kolejną granicę, bijąc ludzi. Widowisko jakie oglądaliśmy w związku z „pałowaniem”, a polegające na tym, że mały, ale dziwnie bogaty związek zawodowy przywiózł do Warszawy kilka setek głośnych, ale w sumie nieszkodliwych demonstrantów, którzy rozpalili opony, porzucali petardami, poskandowali „zło – dzie – je” po czym zostali „spałowani”, spsikani gazem pieprzowym i rozjechali się do domu, to nic innego jak spektakl wyreżyserowany na użytek gawiedzi. Balon próbny, któremu towarzyszyła wściekła nagonka medialna na „warchołów”. Tym bardziej, że każdy głupi wie, że zadymy robi się na jesieni, a nie przed wakacjami.
Ministerstwo Prawdy uważnie obserwowało reakcję na zdarzenia pokazane w telewizji, nikogo nie obeszło to operetkowe „pałowanie”. Doskonale, skoro tak, to będzie można spałować na serio, gdy zajdzie taka konieczność. Zajdzie szybciej niż się Sławku Nowaku śniło. Na razie, do dyżurnego wroga propagandy Ministerstwa Prawdy Kaczorów dołączyli „związkowcy” wszczynający burdy. Wiadomo dlaczego cudu nie będzie…przez Kaczora i „warchołów” Pięknie, niech się słupki pną do góry, a PO rośnie w siłę.
Gdyby Sławku Nowaku i doradcy zamiast zaczytywać się w kolejnych podręcznikach socjotechniki postudiowali historię PRL (Wasz boss to historyk chyba?) wiedzieliby, że „czerwony” też tak robił, nawet na początku działało, tyle, że sztuczka zastosowana w kryzysie wznieciła pożar, którego nie dało się ugasić.
Mała dygresja historyczna, inspirowane przez Służby antykomunistyczne wystąpienia w 56, 68 i 70 służyły walce frakcyjnej wewnątrz Kompartii. Pozwalały też na rozładowanie społecznego napięcia, stwarzały iluzję, ze ustrój się zmieni. Z punktu widzenia „czerwonego” same plusy. Rozanielony swoimi wcześniejszymi sukcesami w grze w niepokoje społeczne czerwony w obliczu pogłębiającego się kryzysu połowy lat siedemdziesiątych sięgnął po sprawdzone rozwiązanie…Radom 76.
Każdy, kto ma mgliste pojęcie jak wyglądała „osłona kontrwywiadowcza” w zakładach zbrojeniowych za komuny, nie uwierzy, że akurat w Radomiu mogło dojść do spontanicznego wybuchu robotniczego. Wszędzie, ale nie tam. Po pierwsze do zakładów zbrojeniowych przyjmowano do pracy po sprawdzeniu i to podwójnym, przez SB i WSW. Podobnie obie formacje cywilna i wojskowa pilnowały zakładów zbrojeniowych, a tych ważniejszych kooperujących w ramach Układu warszawskiego dodatkowo „towarzysze radzieccy”. Więc w takim, kontrolowanym środowisku doszło do wybuchu społecznego, władza pokazała swoją siłę. Rachu ciachu i było po wszystkim, tyle, że nagle okazało się, że zarówno opozycja trockistowska (KOR), jak i niedobitki opozycji niepodległościowej nie chcą dać się łatwo spacyfikować.
Pewnie dziesięć lat wcześniej „czerwony” pozamykałby to towarzystwo, a najaktywniejszych wręcz pozakopywał, ale niestety siedział w kieszeni i burżuazyjnych lichwiarzy i potrzebował kolejnych kredytów na spłatę wcześniejszych kredytów. Więc nie mógł. Rysa w murze powiększała się,a towarzysze jakby tego nie dostrzegali. Kiedy cztery lata później postanowili wzniecić radosną walkę frakcyjną sięgnęli po sprawdzone rozwiązania, znów wzniecili kolejne „niepokoje społeczne”, tyle, że błyskawicznie sytuacja wymknęła się czyjejkolwiek kontroli (nawet przywiezienie motorówką wąsatego konfidenta nie pomogło).
Za komuny, przy społecznej apatii, braku możliwości szerszego dotarcia do społeczeństwa poza oficjalną propagandą, podobny proces erozji systemu trwał latami. Obecnie, w epoce Internetu i globalnej wioski procesy społeczne trwają już nie lata, ale miesiące.
Na naszych oczach PO uruchomiło lawinę, która ich przygniecie. Ruszyłaby i tak, przygniotła by i tak, ale postanowili ten proces zdecydowanie przyspieszyć. Wymyślili sobie, że „Sierpień 80” będzie odgrywał rolę podobną jak „Samoobrona” za Millera w zamian za frukta pod stołem skanalizuje społeczne niezadowolenie, na zawołanie powiedzie wyselekcjonowaną grupę robotników pod policyjne pały i odegra rolę straszaka. Na zasadzie: „wicie rozumiecie, może i nie jesteśmy idealni, ale chcecie, żeby tacy ludzie doszli do władzy?Tyle, że rosnące bezrobocie i obszary biedy zradykalizują społeczeństwo bardziej niż ktokolwiek będzie w stanie kontrolować. Tym, bardziej, że jest bezrobocie po okresie względnej stabilizacji i bogacenia się społeczeństwa (był krótki okres czasu, w którym nie pracował w sumie tylko ten, kto nie chciał, gdzie nawet z PGR można było się wyrwać „na zmywak”), ponowne zubożenie zradykalizuje społeczeństwo znacznie skuteczniej niż długotrwałe tkwienie w biedzie, do której zdążyło się już przywyknąć.
Czas na podsumowanie, czego nie widzą PRowcy zajęci prowadzeniem „narracji”. Tego, że skoro „Sierpień 80” przywiódł na operetkowe pałowanie tysiąc ludzi, to dwa duże związki mające afiliacje polityczne z opozycją: „Solidarność” i OPZZ będą musiały przywieść 10 – 20 tysięcy. I nie na „pałowanie” polegające na przepychaniu się, ale na prawdziwe burdy. Nie znajdzie się tylu, oj znajdzie się, znajdzie.
Żeby było śmieszniej, mimo kryzysu powodującego, że policjanci mają prikaz nie zapalać zbyt wielu żarówek na komisariatach sędziowie dostali po 1000 zł podwyżki z wyrównaniem od stycznie. Także ci w stanie spoczynku, tak więc z tymi finansami Vincenta nie jest tak źle, skoro na 1000 złotowąa podwyżkę dla trepów orzekających w sądach wojskowych w stanie wojennym, a teraz cieszących się zasłużonym „stanem spoczynku” kasa się znalazła. Znalazła się, bo musiała się znaleźć, żeby niezawisła Temida wiedziała jak sądzić. Ciekawe, czy funkcjonariusze z prewencji zarabiający niewiele ponad tysiąc na rękę będą mieli ochotę na jesieni pałować protestujących. Jeżeli tak to jak długo, a strzelać z broni gładkolufowej też?



Komentarze
Pokaż komentarze