Fredd Fredd
211
BLOG

W połowie pusta szklanka prof. Rybińskiego

Fredd Fredd Gospodarka Obserwuj notkę 0

Zdaniem “redaktorów” z portali internetowych, prof. Krzysztof Rybiński sformułował tezę, że Polskę czeka dekada wyśmienitej koniunktury. Ponieważ taka prognoza doskonale wpasowuje się w sympatie polityczne „redaktorów” prognoza została wytłuszczona, wylidowana, wyboldowana i co tam jeszcze. Nic tylko pozwolić przez najbliższe 10 lat wesołej ferajnie Donka nic nie robić, grillować i nie zawracać sobie głowy niczym innym, a już na pewno nie dopuścić do władzy jakiś kontestatorów obecnego porządku.  

Ponieważ Rybińskiego lubię, a jego poglądy cenię, nawet gdy się z nimi nie zgadzam (warto docenić mądrego faceta, który chce się podzielić swoją wiedza z innymi, a nie robi tego z wyżyn Himalajów, tonem wszystko wiedzącego guru jak nie przymierzając Balcerowicz). Z prawdziwą przeto przyjemnością przeczytałem artykuł zawierający powyższa prognozę, i tu siurpryza. Prognoza jest zupełnie inna, a „redaktorzy” jak zwykle znużyli się lektura po kilku pierwszych zdaniach, nie doczytawszy do końca.

Rybiński pisze ni mniej ni więcej, że jeżeli nie dogonimy Europy Zachodniej w ciągu najbliższej dekady, kiedy warunki będą nam sprzyjały to nie dogonimy jej nigdy. Zaś po 2020 r. czeka nas nieuchronna stagnacja i tylko dzięki tytanicznemu wysiłkowi w ciągu najbliższej dekady możemy sprawić, że będzie to stagnacja na wysokim poziomie. Te korzystne 10 lat czeka nas przy założeniu braku jakiś spektakularnych wydarzeń w rodzaju bankructwa strefy euro. Skąd stagnacja po 2020 r.? Rybiński wymienia trzy czynniki: starzenie się populacji (powojenny wyż demograficzny przejdzie na emerytury), stopniowe wygaszanie transferów od bogatych państw Unii do peryferiów, koszty związane z zaostrzaniem polityki ekologicznej EU.

Od siebie dodałbym jest oil peak, a więc stopniowe wyczerpywanie się zasobów ropy naftowej i związany z tym wzrost cen nośników energii. Po drugie nie zakładałbym się o swoją głodową emeryturę, że zjawiska które wymienia Rybiński wystąpią dopiero po 2020 r. Załóżmy jednak, że mamy niezwykłe szczęście, istotnie mamy do supozycji kolejną dekadę prosperity. Nie sposób nie wspomnieć, że mieliśmy dwie dekady nienajgorzej koniunktury, gdzie poza drobniejszymi zawirowaniami w rodzaju kryzysów azjatyckiego i rosyjskiego gospodarka rozwijała się w przyzwoitym tempie. Zmniejszyliśmy dystans do Hiszpanii, czy Portugalii ale o żadnym doganianiu mowy być nie może. Znaczna część wzrostu gospodarczego poszła na przysłowiowy rozkurz… na przeputaty górnicze, na związki kolejowe, na cykliczne oddłużanie służby zdrowia, na rozmaitych grubych Rychów, pomniejszych Rychów i Zbychów, na ugodę z Eureko, na emerytury dla 35 letnich policjantów. Lista jest koszmarnie długa.

Nagle, jak za dotknięciem magicznej różki musiałoby się to zmienić. Politycy musieliby w akcie jakiejś ponadpartyjnej zgody po prostu „postawić się wyborcom”. Nie oszukujmy się, jest w Polsce część społeczeństwa zadowolona ze status quo, niechętna zmianom. Przy tym gotowa wierzyć w androny wygadywane przez polityków, że po 100 milionów dadzą, że na wiosnę będą mieszkania, że gruszki na wierzbie, albo cud będzie. Trzeba by zrezygnować z tych głosów i otrzymać gwarancję od konkurencji, że oni też nie wykorzystają tej grupy społecznej. Czy to możliwe? Odpowiedzcie sobie sami.

Przy maksymalnie korzystnym splocie zdarzeń na które wpływu nie mamy i zrobieniu tego co od nas samych zależy na 110% mamy szansę w 2020 r. wejść w stagnację na wysokim poziomie. Czy mamy choćby cień szansy na taki scenariusz? Odpowiedź jest nadto oczywista. Więc prognoza prof. Rybińskiego jest skrajnie pesymistyczna i wróży Polsce jak najgorzej.


Jest jeszcze jeden element o którym nie wspomina. Polacy zostali „ubrani” przez zmówionych deweloperów i bankierów w kredyty walutowe na zakup przewartościowanych nieruchomości. Ilu macie znajomych bez hipoteki? Cudów nie ma, relacja cen nieruchomości do zarobków musi w dłuższym terminie dostosować się do średniej europejskiej. Oznacza to tyle, że znaczna część społeczeństwa nie jest w stanie odkładać na starość. Choćby chciała, bo w znacznej części również nie chce. Zamiast tego, za 30 – 40 lat zostanie ze starym mieszkaniem (nie oszukujmy się, te nowe bloki to nie zamek w Malborku, nie postoją kilkuset lat bez remontu) głodową emeryturą i niewydolną służbą zdrowia. Wtedy nawet odwrócona hipoteka nie pomoże.  

 

Fredd
O mnie Fredd

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze

Inne tematy w dziale Gospodarka