Jak wiadomo po Polsce szaleją "dzicy lustratorzy" w rodzaju Sakiewicza, który na podstawie "ksera z ksera" i innych esbeckich świstków oskarżył arcybiskupa Wielgusa. Odpór dają im "znane autorytety prawnicze" w rodzaju prof. Zolla. Rewolucyjnej czujności profesora nie umknął nawet tak łagodny i oswojony lustrator jak prof. Kieres, który w swej dobrotliwości potrafił schować Miodka do zbioru zastrzeżonego - vide: http://to.czest.pl/n463.html
Czy szef IPN Leon Kieres ujawnił bezzasadnie tajemnicę państwową informując o sprawie ojca Hejmo? Takie domysł ma przedstawiciel praw obywatelskich Andrzej Zoll, jaki zajął się poprzednio tą sprawą.
Był sobie onegdaj Dr Jekyll i Mr Hyde, co w jednym stali nie tylko domku, ale i ciele. O tym, że takie sytuacje się zdarzają i u nas przekonuje nagłe przesistoczenie się antylustracyjnej owcy w dzikiego wampira lustracji - vide: http://www.dziennik.pl/Default.aspx?TabId=95&BackToCategory=3&ShowArticleId=45109
Prof. Zoll oskarżył prof Mąciora o współpracę z SB, w szczególności o wskazanie SB kilku drukarni krakowskich
Czekamy kiedy prof. Zoll poda "żródła" choć strzępek SBeckiego świstka. Chyba, że dzika lustracja to być wtedy jak ciemnogórd oskarżać na autorytety, jak autorytety oskarżać ciemnogórd być ujawnianie prawdy...
PS. "najdziksza lustracja" ma wśród autorytetów baaardzo długa tradycję - już niejakiego Stana Tymińskiego zlustrowano w taki sposób, że do dziś dla Sakiewiczów, Wildszteinów i inszych lustratorów stanowi to niedościgły wzór.


Komentarze
Pokaż komentarze (12)