Przy okazji wrzasków na temat „polskich kosztów tarczy” przypomniał mi się inny temat. Około 700 mln USD wyniosło cło od sprowadzanych do polski F – 16. Cło wpłaciliśmy (bądź w części dopiero wpłacimy) do kasy UE.
Nikt nie protestował? Oczywiście, że nie, jak Bruksela każe to Polak musi. Co innego tarcza – tu chór „pożytecznych idiotów” i jawnych ruskich agentów gromko protestuje.
Czy w sytuacji, kiedy bez mrugnięcia okiem dopłacamy do każdej wyeksportowanej tony węgla, nie warto wydać parę złotych na poprawę bezpieczeństwa? Jak chcemy w domu założyć drzwi antywłamaniowe, to nie oczekujemy, że będą za darmo.
Przypomnę kilka bezsensownych „inwestycji” polskiego podatnika:
- dokapitalizowanie BGŻ (wszyscy, łącznie ze staruszkami i niemowlakami po ok. 200 zł dołożyliśmy do banku stanowiący, w latach 90 – tych, prywatny folwark jednej partii)
- dopłacanie do eksportu węgla
- oddłużanie szpitali po to by mogły na nowo popaść w długi
- NFI – majątek rozkradziony przez Wieczerzakopodobnych
- sprzedaż PZU za pieniądze...PZU i to jeszcze tak, że trzeba będzie dopłacić do sprzedaży
- wypłacanie gigantycznych emerytur byłym Ubekom, SBekom, milicjantom i innej maści „pałkownikom”
To jak to jest, na wszystko styka, jak trzeba wywalić kasę w błoto to zawsze starczy. Na rozmaite, jak to kiedyś określił Cejrowski deputaty, przeputaty, straputaty jest a na bezpieczeństwo ni ma. Jak w XVIII wieku....


Komentarze
Pokaż komentarze (1)