Wczoraj rano, gdy jeszcze 2,5 letni syn spał włączyłem TVN24. Żeby dziecka nie budzić, głośność telewizora była ustawiona na minimum. W pewnej chwili zobaczyłem relację z konferencji Gleba Chlebowskiego i Seby Karpiniuka. Ponieważ nie byłem zainteresowany o czym mówią wyłączyłem głos zupełnie, a wtedy… Eureka! Oglądało się super, obaj śmiesznie podrygiwali, pociesznie szczerzyli zęby, machali raczkami, wręcz do taktu. Jak dwa tytułowe pokemony.
Cóż, w sytuacji, gdy otrzymujemy ze wschodu ilość gazu uniemożliwiającą nam odbudowanie zapasów(pogratulować rosyjskim „szachistom” pomyślunku, tej zimy pozbawili ans zapasów - szach, przyszłej zimy dadzą nam mata), pierwszy fundusz inwestycyjny „zawiesił” wypłaty zgromadzonych środków (żeby było śmiesznie fundusz „bezpieczny” – obligacji), Niemcy zagrali nam na nosie w sprawie Steibach, samej Steibach udało się wykreować na ofiarę polskiego szowinizmu, Amerykanie po cichu dogadują się Rosjanami i frymaczą Europą Wschodnią w zamian za bliskowschodnią ropę, u nas trwają „Dni Gabonu” (copyright by kokos24) i występy pokemonów. To rano, wieczorem dalsze obchody „Dni Gabonu”, a pokemony zastępuje pieniący się Niesioł i Palikot z utensyliami. Nic dziwnego, pora późna, dzieci śpią, można pokazywać hard – core, zamiast bajek dla dzieci.
Oj, biada Najjaśniejszej, biada nam wszystkim.
"Rok 2009 r. był to dziwny rok, w którym rozmaite znaki na niebie i ziemi zwiastowały jakoweś klęski i nadzwyczajne zdarzenia. Współcześni kronikarze wspominają, iż z wiosny szarańcza w niesłychanej ilości wyroiła się z Dzikich Pól i zniszczyła zasiewy i trawy, co było przepowiednią napadów tatarskich. Latem zdarzyło się wielkie zaćmienie słońca, a wkrótce potem kometa pojawiła się na niebie. W Warszawie widywano też nad miastem mogiłę i krzyż ognisty w obłokach; odprawiano więc posty i dawano jałmużny, gdyż niektórzy twierdzili, że zaraza spadnie na kraj i wygubi rodzaj ludzki. Nareszcie zima nastała tak lekka, że najstarsi ludzie nie pamiętali podobnej. W południowych województwach lody nie popętały wcale wód, które podsycane topniejącym każdego ranka śniegiem wystąpiły z łożysk i pozalewały brzegi. Padały częste deszcze. Step rozmókł i zmienił się w wielką kałużę, słońce zaś w południe dogrzewało tak mocno, że - dziw nad dziwy! - w województwie bracławskim i na Dzikich Polach zielona ruń okryła stepy i rozłogi już w połowie grudnia. Roje po pasiekach poczęły się burzyć i huczeć, bydło ryczało po zagrodach"
http://www.pb.pl/Default2.aspx?ArticleID=5bcf9a98-ae36-42f4-a5a8-4dbf93fad74f&open=sec
50
BLOG



Komentarze
Pokaż komentarze (1)