Zastanawiam się co byłoby, gdyby pracownicy w Polsce uznali, że wolą walczyć o swoją przyszłość zamiast bawić się przed telewizorami podczas Euro2012?
Tak poważnie - radosne święto piłki nożnej, jako dowód rozwoju kraju i satysfakcji jego obywateli? Nie umiałbym tak sarkastycznie sobie żartować.
Wielka Brytania dołoży mniej ze swojej publicznej kiesy (o ileż obfitszej niż nasza!) do organizacji tegorocznych Igrzysk Olimpijskich w Londynie, niż Rzeczpospolita - hojnością obecnie rządzących - dokłada z naszych pieniędzy do prywatnej imprezy firmy panów Platiniego i Lato & Co. (znanej jako UEFA). Heca ze Stadionem tzw. "Narodowym" na Pradze jest świetnym tego przykładem.
Cóż takiego wydarzy się w naszym kraju, że prostestujący dziś pod Sejmem zapomną, że (cyt. z serwisami radiowymi) "nie stać ich na kupienie halówek dla dzieci do szkoły"?
Jaką minę miałby pan premier Tusk i jego kopacze, gdyby okazało się, że w czasie piłkarskich uniesień przyjdzie im lecieć na stadion praski helikopterem, bo na moście Poniatowskiego płoną opony?
"Płonące opony okrągłe jak stadiony"...
Nierealne?
A może po prostu wystarczy armatek wodnych?


Komentarze
Pokaż komentarze (2)